Nie wiesz nic Lyrics: Yeah, yeah / Kesz on the track / Skrrrt / Weź odpierdol się, co Ty gadasz nie wiesz nic / O mnie, o moich ziomkach, moich sprawach nie wiesz nic / Ty skarżysz się na
Ja też nie miałem z tego powodu żadnego dyskomfortu, z powodu przeprowadzki do Rzeszowa. (Przypomnę, a dla tych którzy nie wiedzą, być może trafią tu pierwszy raz, napiszę, że mam dawne korzenie rzeszowskie gdyż mój pradziadek Franciszek Michałowski h. Poraj (Róża) był nadinżynierem Rzeszowa i c. k. radcą budownictwa.
no ja w takich sytuacjach robię wyskok na miasto- jadę gdzie mam blisko i gdzie zjem szybko- np. do Krokietując mam 15 min (ul. Zgoda1 Warszawa), na początek zupka ( np, węgierski bogracz) a potem danie główne (np, pierś z kurczaka z masłem koperkowym). Jestem tak pełna, że nie jem już kolacji.
Nic do mnie nie dociera.Mam wrazenie, ze wszystko mnie omija i nic mnie juz nie czeka.Moje jedyne osiagniecie zyciowe to skonczone studia i praca.A tak nic mi sie nie uklada, jestem chyba
Ziemia Obiecana Lyrics. [Zwrotka 1: Oskar] O, o. Tu noc, ale już świta, tu hajs się liczy w plikach. Tu kurwy na klipach, tam lamusy na featch. Tu wóda w drinkach, pół litr per capita. Tu
melodi tangga nada gitar do re mi. Opublikowano: pon, 1 kwi 2019 17:18 Ostatnia modyfikacja: pt, 19 cze 2020 11:11 Autor: Jan Bocian / Tomasz Talaga Nowa Ziemia Obiecana Trzeba mieć trochę odwagi i fantazji, by porzucić bezpieczną pracę doktora na Politechnice i zająć się własnym biznesem, w którym wykorzystuje się pełnię wiedzy naukowej zdobytej na uczelni. Potem, żeby utrzymać się na rynku i rozwijać firmę, trzeba być rasowym przedsiębiorcą. Lubisz newsy na naszym portalu? Załóż bezpłatne konto, aby czytać ekskluzywne materiały z Łodzi i okolic. Przeczytaj jeszcze
I. Łódź się budziła. Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranku, a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęły się zrywać coraz zgiełkliwiej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi głosami, niby chór potwornych kogutów, piejących metalowymi gardzielami hasło do pracy. Olbrzymie fabryki, których długie, czarne cielska i wysmukłe szyje — kominy, majaczyły w nocy, w mgle i w deszczu — budziły się zwolna, buchały płomieniami ognisk, oddychały kłębami dymów, zaczynały żyć i poruszać się w ciemnościach, jakie jeszcze zalegały ziemię. Deszcz drobny, marcowy deszcz pomieszany ze śniegiem padał wciąż i rozwłóczył nad Łodzią ciężki, lepki tuman; bębnił w blaszane dachy i spływał z nich prosto na trotuary, na ulice czarne i pełne grzęskiego błota, na nagie drzewa przytulone do długich murów, drżące z zimna, targane wiatrem, co zrywał się gdzieś z pól przemiękłych i przewalał się ciężko błotnistemi ulicami miasta, wstrząsał parkanami, próbował dachów i opadał w błoto i szumiał między gałęziami drzew i bił niemi w szyby nizkiego, parterowego domu, w którym nagle zabłysło światło. Borowiecki się obudził, zapalił świecę i równocześnie budzik zaczął dzwonić gwałtownie, wskazując piątą. — Mateusz, herbata! — krzyknął do wchodzącego lokaja. — Wszystko gotowe. — Panowie śpią jeszcze? — Zaraz będę budził, jeśli pan dyrektor każe, bo pan Moryc mówił wieczorem, że chce dzisiaj spać dłużej. — Idź obudź. — Klucze już brali? — Sam Szwarc wstępował. — Telefonował kto w nocy? — Kunke był na dyżurze, ale odchodząc nic mi nie mówił. — Co słychać na mieście? — pytał prędko, prędzej jeszcze się ubierając. — A nic, ino zaś na Gajerowskim rynku zażgali robotnika. — Dosyć, ruszaj. — Ale, spaliła się też fabryka Goldberga, na Cegielnianej. Nasza straż jeździła, ale wszystko dobrze poszło, ostały tylko mury. Z suszarni poszedł ogień. — Cóż więcej? — A nic, wszystko poszło fein, na glanc — zaśmiał się rechocząco. — Nalewaj herbatę, ja sam obudzę pana Moryca. Ubrał się i poszedł do sąsiednich pokojów, przechodząc przez stołowy, w którym wisząca u sufitu lampa rozrzucała ostre, białe światło na stół okrągły, nakryty obrusem i zastawiony filiżankami i na samowar błyszczący. — Maks, piąta godzina, wstawaj! — zawołał, otwierając drzwi do ciemnego pokoju, z którego buchnęło duszne, przesycone zapachem fiołków powietrze. Maks się nie odezwał, tylko łóżko zaczęło trzeszczeć i skrzypieć. — Moryc! — zawołał do drugiego pokoju. — Nie śpię. Nie spałem całą noc. — Dlaczego? — Myślałem o tym naszym interesie, trochę sobie obliczałem i tak zeszło. — Wiesz, Goldberg się spalił dzisiaj w nocy i to zupełnie „na glanc”, jak Mateusz mówi... — Dla mnie to nie nowina — odpowiedział, ziewając. — Skąd wiedziałeś? — Ja miesiąc temu wiedziałem, że on się potrzebuje spalić. Dziwiłem się nawet, że tak długo zwleka, przecież procentów mu nie dadzą od asekuracyi. — Miał dużo towaru? — Miał dużo zaasekurowane... — Bilans sobie wyrównał. Roześmiali się obaj szczerze. Borowiecki wrócił do stołowego i pił herbatę, a Moryc, jak zwykle, szukał po całym pokoju różnych części garderoby i wymyślał Mateuszowi. — Ja tobie zbiję ładny kawałek pyska, ja ci z niego czerwony barchan zrobię, jak mi nie będziesz składał wszystkiego porządnie. — Morgen! — krzyknął przebudzony wreszcie Maks. — Nie wstajesz? Już po piątej. Odpowiedź zagłuszyły świstawki, które się rozległy jakby tuż nad domem i ryczały przez kilkanaście sekund z taką siłą, aż szyby brzęczały w oknach. Moryc, w bieliźnie tylko, z paltem na ramionach, usiadł przed piecem, w którym wesoło trzaskały szczapy smolne. — Nie wychodzisz? — Nie. Miałem jechać do Tomaszowa, bo Weis pisał do mnie, aby mu sprowadzić nowe gremple, ale teraz nie pojadę. Zimno mi i nie chce mi się. — Maks, także zostajesz w domu? — Gdzie się będę spieszył? Do tej parszywej budy? A zresztą wczoraj się z fatrem pożarłem. — Maks, ty źle skończysz przez to żarcie się ciągłe i ze wszystkimi! — mruknął niechętnie i surowo Moryc, rozgrzebując pogrzebaczem ogień. — Co cię to obchodzi! — krzyknął głos z drugiego pokoju. Łóżko zatrzeszczało gwałtownie i w drzwiach ukazała się wielka figura Maksa, w bieliźnie tylko i pantoflach. — A właśnie, że mnie to bardzo obchodzi. — Daj mi spokój, nie irytuj mnie. Karol mnie obudził dyabli wiedzą po co, a ten znowu pyskować zaczyna. Gadał głośno, nizkim, silnie brzmiącym głosem. Cofnął się do swojego pokoju i po chwili wyniósł całą garderobę, rzucił ją na dywan i zwolna się ubierał. — Ty nam psujesz interes tem swojem żarciem — zaczął znowu Moryc, wciskając złote binokle na swój suchy, semicki nos, bo mu się ciągle zsuwały. — Gdzie? co? jak? — Wszędzie. Wczoraj u Blumentalów powiedziałeś głośno, że większość naszych fabrykantów to prości złodzieje i oszuści. — Powiedziałem, a jakże i zawsze to będę mówił. Jakiś niechętny, pogardliwy uśmiech przeleciał mu po twarzy, gdy patrzył na Moryca. — Ty, Maks Baum, mówić tego nie będziesz, mówić ci tego nie wolno, to ja ci powiadam. — Dlaczego? — zapytał cicho i oparł się o stół. — Ja ci powiem, jeśli tego nie rozumiesz. Przedewszystkiem, co ci do tego? Co cię to obchodzi, czy oni są złodzieje, czy porządni ludzie? My wszyscy razem jesteśmy tu po to w Łodzi, żeby zrobić geszeft, żeby zarobić dobrze. Nikt z nas tutaj wiekować nie będzie. A każdy robi pieniądze, jak może i jak umie. Ty jesteś czerwony, ty jesteś radykał pons nr 4. — Ja jestem uczciwy człowiek — burknął tamten, nalewając sobie herbatę. Borowiecki, oparty o stół łokciami, utopił twarz w dłoniach i słuchał. Moryc na odpowiedź usłyszaną odwrócił się gwałtownie, aż binokle mu spadły i uderzyły w poręcz krzesła, popatrzył się na Maksa z uśmiechem gryzącej ironii na wązkich ustach, pogładził cienkimi palcami, na których skrzyły się brylantowe pierścionki, rzadką, czarną jak smoła brodę i szepnął drwiąco: — Nie gadaj Maks głupstw. Tu chodzi o pieniądze. Tu chodzi, żebyś nie wyjeżdżał z temi oskarżeniami publicznie, bo to naszemu kredytowi może zaszkodzić. My mamy założyć fabrykę we trzech; my nic nie mamy, to my potrzebujemy mieć kredyt i zaufanie u tych, co go nam dadzą. My teraz potrzebujemy być porządni ludzie, gładcy, mili, dobrzy. Jak ci Borman powie: „Podła Łódź”, to mu powiedz, że jest cztery razy podłą — jemu trzeba przytakiwać, bo to gruba fisz. A coś ty o nim powiedział do Knolla? Że jest głupi cham. Człowieku, on nie jest głupi, bo on ze swojej mózgownicy wyciągnął miliony, on te miliony ma, a my je także chcemy mieć. Będziemy mówić o nich wtedy, jak będziemy mieli pieniądze, a teraz trzeba siedzieć cicho, oni są nam potrzebni; no, niech Karol powie, czy ja nie mam racyi — mnie idzie przecież o przyszłość nas trzech. — Moryc ma zupełną prawie słuszność — powiedział twardo Borowiecki, podnosząc zimne, szare oczy na wzburzonego Maksa. — Ja wiem, że wy macie racyę, łódzką racyę, ale nie zapominajcie, że jestem uczciwy człowiek. — Frazes! stary, wytarty frazes! — Moryc, ty jesteś podły żydziak! — wykrzyknął gwałtownie Baum. — A ty jesteś głupi, sentymentalny niemiec. — Kłócicie się o wyrazy — ozwał się chłodno Borowiecki i zaczął wdziewać palto. — Żałuję, że nie mogę zostać z wami, ale puszczam w ruch nową drukarnię. — Nasza wczorajsza rozmowa na czem stanęła? — zapytał spokojnie już Baum. — Zakładamy fabrykę. — Tak, ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic — zaśmiał się głośno. — To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę. Cóż stracimy? Zarobić zawsze można — dorzucił po chwili. — Zresztą, albo robimy interes, albo interesu nie robimy. Powiedzcie raz jeszcze. — Robimy, robimy! — powtórzyli obaj. — Co to, Goldberg się spalił? — zapytał Baum. — Tak, zrobił sobie bilans. Mądry chłop, zrobi miliony. — Albo skończy w kryminale. — Głupie słowo! — żachnął się niecierpliwie Moryc. — Ty sobie takie rzeczy gadaj w Berlinie, w Paryżu, w Warszawie, ale w Łodzi nie gadaj. To nieprzyjemne słowa, nam oszczędź ich. Maks się nie odezwał. Świstawki znowu zaczęły podnosić swoje przenikliwe, denerwujące głosy i śpiewały coraz potężniej hejnał poranny. — No, muszę już iść. Do widzenia, spólnicy, nie kłóćcie się, idźcie spać i śnijcie o tych milionach, jakie zrobimy. — Zrobimy! — Zrobimy! — powiedzieli razem. Uścisnęli sobie mocno, po przyjacielsku dłonie. — Zapisać trzeba dzisiejszą datę; będzie ona dla nas bardzo pamiętną. — Dodaj tam, Maksie, taki nawias, kto z nas najpierw zechce okpić drugich. — Ty, Borowiecki, jesteś szlachcic, masz na biletach wizytowych herb, kładłeś nawet na prokurze swoje von, a jesteś największym z nas wszystkich Lodzermenschem — szepnął Moryc. — A ty nim nie jesteś? — Ja przedewszystkiem mówić o tem nie potrzebuję, bo ja potrzebuję zrobić pieniądze. Wy i niemcy — to dobre narody, ale do gadania. Borowiecki podniósł kołnierz, pozapinał się starannie i wyszedł. Deszcz mrzył bezustannie i zacinał skośnie, aż do pół okien małych domków, co w tym końcu Piotrkowskiej ulicy stały gęsto przy sobie, gdzieniegdzie tylko jakby rozepchnięte olbrzymem fabrycznym lub wspaniałym pałacem fabrykanta. Szeregi nizkich lip na trotuarze gięły się automatycznie pod uderzeniem wiatru, który hulał po błotnistej, prawie czarnej ulicy, bo rzadkie latarnie rozsiewały tylko koła niewielkie żółtego światła, w którem błyszczało czarne, lepkie błoto na ulicy i migały setki ludzi, w ciszy wielkiej a z pośpiechem szalonym biegnących na głos tych świstawek, co teraz coraz rzadziej odzywały się dokoła. — Zrobimy? — powtórzył Borowiecki, przystając i topiąc spojrzenie w tym chaosie kominów, majaczących w ciemności; w tej masie czarnej, nieruchomej, dzikiej jakimś kamiennym spokojem, fabryk, co stały wszędzie i ze wszystkich stron zdały się wyrastać przed nim czerwonymi, potężnymi murami. — Morgen! — rzucił ktoś stojącemu, biegnąc dalej. — Morgen... — szepnął i poszedł wolniej. Gryzły go wątpliwości, tysiące myśli, cyfr, przypuszczeń i kombinacyi przewijało mu się pod czaszką, zapominał prawie, gdzie jest i dokąd idzie. Tysiące robotników, niby ciche, czarne roje, wypełzło nagle z bocznych uliczek, które wyglądały jak kanały pełne błota, z tych domów, co stały na krańcach miasta niby wielkie śmietniska — napełniło Piotrkowską szmerem kroków, brzękiem blaszanek, błyszczących w świetle latarń, stukiem suchym drewnianych podeszew trepów i gwarem jakimś sennym, oraz chlupotem błota pod nogami. Zalewali całą ulicę, szli ze wszystkich stron, zapełniali trotuary, człapali się środkiem ulicy, pełnej czarnych kałuż wody i błota. Jedni ustawiali się bezładnemi kupami przed bramami fabryk, drudzy, uszeregowani w długiego węża, znikali w bramach, jakby połykani zwolna przez buchające światłem wnętrza. W ciemnych głębiach zaczęły buchać światła. Czarne, milczące czworoboki fabryk błyskały nagle setkami płomiennych okien i niby ognistemi ślepiami świeciły. Elektryczne słońca nagle zawisały w cieniach i skrzyły się w próżni. Białe dymy zaczęły bić z kominów i rozwłóczyć się pomiędzy tym potężnym kamiennym lasem, co tysiącami kolumn zdawał się podpierać i jakby chwiał się w drganiach światła elektrycznego. Ulice opustoszały, gaszono latarnie, ostatnie świstawki przebrzmiały, cisza pełna chlupotu deszczu, coraz cichszych poświstywań wiatru, rozwłóczyła się po ulicy. Otwierano szynki i piekarnie, a gdzieniegdzie, w jakiemś okienku na poddaszu, lub w suterynach, do których sączyło się uliczne błoto, błyskały światła. Tylko w setkach fabryk wrzało życie wysilone, gorączkowe; głuchy łoskot maszyn drżał w powietrzu mglistem i obijał się o uszy Borowieckiego, który wciąż spacerował po ulicy i patrzył w okna fabryk, za któremi rysowały się czarne sylwetki robotników lub olbrzymie kontury maszyn. Nie chciało mu się iść do roboty. Było mu dobrze tak chodzić i myśleć o tej przyszłej fabryce, urządzać ją, puszczać w ruch, pilnować. Tak się zatapiał w tem rozmarzeniu, że chwilami najwyraźniej słyszał około siebie i czuł tę przyszłą fabrykę. Widział stosy materyałów, widział kantor, kupujących, szalony ruch jaki panował. Czuł jakąś wielką falę bogactw płynącą mu pod stopy. Uśmiechał się bezwiednie, oczy mu wilgotnymi blaskami świeciły, na bladą, piękną twarz występowały rumieńce głębokiej radości. Pogładził nerwowo brodę mokrą od deszczu i oprzytomniał. — Co za głupstwo — szepnął niechętnie i obejrzał się dookoła, jakby z obawy, czy kto nie widział tej chwilowej słabości. Nie było nikogo, ale już szarzało, ze słabego, przemglonego świtu zaczynały powoli wychylać się kontury drzew, fabryk i domów. Piotrkowską zaczynały ciągnąć od rogatek sznury chłopskich wozów, od miasta turkotały po wybojach olbrzymie wozy towarowe ładowane węglem i platformy naładowane przędzą, bawełną w belach, surowym towarem lub beczkami, a pomiędzy nimi przemykały pospiesznie małe bryczki lub powoziki fabrykantów spieszących do zajęć, lub tłukła się z hałasem dorożka wioząca zapóźnionego oficyalistę. Borowiecki przy końcu Piotrkowskiej skręcił na lewo, w małą, niebrukowaną uliczkę, oświetloną kilkoma latarniami na sznurach i olbrzymią fabryką, która już szła. Długi czteropiętrowy budynek świecił wszystkiemi oknami. Przebrał się szybko w zafarbowaną, brudną bluzę i pobiegł do swojego oddziału.
Ja nie mam nic Ty nie masz nic - zbudujmy razem pojazd elekt Autor Wiadomość jas_pik Dołączył: 15 Sie 2014Posty: 3111Skąd: Warszawa/Wawer Wysłany: 2016-11-29, 23:43 Ja nie mam nic Ty nie masz nic - zbudujmy razem pojazd elekt Panowie , W związku z tematem o stworzeniu naszego własnego pojazdu elektrycznego zapraszam wszystkich chętny do zabawy.... a może nam coś z tego wyjdzie ciekawego. Są pieniądze do wzięcia... Ja mam przygotowane 3 ciekawe tematy: - skuter - kategoria motorower - pojazd miejski - klasy L7e - pojazd ciężarowy DMC 3,5 t Częsciowo mam już prototypy ( jeździ na razie tylko skuter) . Wstępny termin pokazu publicznego - długi weekend majowy 2017 Wiemy że o kasę trzeba się szybko starać bo termin składania wniosków o dofinansowanie to 17 stycznia 2017 . Ale skoro można mieć pomoc rządową to dlaczego nie ? Skoro może to być nasza "Ziemia Obiecana"? _________________ YANNOSICK Ampera driver Wiek: 42 Dołączył: 24 Sie 2015Posty: 924Skąd: Holland Wysłany: 2016-11-30, 18:34 Ja to bym nawet sfinansował budowę takiego dostawczaka bo na Kreislera się chyba nie doczekam... _________________Ładuję podczas parkowania! Nie parkuję by ładować! jas_pik Dołączył: 15 Sie 2014Posty: 3111Skąd: Warszawa/Wawer Wysłany: 2016-11-30, 18:39 No to jes już nas dwóch. Wg filmu brakuje trzeciego. Prototyp jest, miejsce do roboty też ( moja hacjenda na Roztoczu pod Zamościem) Zasilanie też ( 10kW peak na dachu) oraz własny kabel do trafo pociągnięty ( można ciągnąć max 500kW) Juz prawie można startować. _________________ YANNOSICK Ampera driver Wiek: 42 Dołączył: 24 Sie 2015Posty: 924Skąd: Holland Wysłany: 2016-11-30, 19:27 Ja "konstruktorem" nie jestem. Mogę być nabywcą. Potrzebuję na wczoraj COŚ TAKIEGO w specyfikacji zmiennej (bus/furgon) Kreiselom nawet wysłałem zapytanie ale kazali czekać... _________________Ładuję podczas parkowania! Nie parkuję by ładować! KGB Antypartyzant Wiek: 40 Dołączył: 28 Lis 2013Posty: 542Skąd: z łona matki Wysłany: 2016-11-30, 20:02 konwersja dostawczaka to stosunkowo latwa sprawa w stosunku do osobowki, jest duzo miejsca, spora nosnosc z mozliwoscia wzmocnienia, tylko cena duza wychodzi,bo z ladunkiem zuzycie energii duze _________________dużo jeżdżę i lubię jeździć, ale jak jeżdżę po autostradach, to czasami zdarza się, że widzę takich wariatów co zapierd...a, aż głowa puchnie.... ledwo co ich wyprzedzam YANNOSICK Ampera driver Wiek: 42 Dołączył: 24 Sie 2015Posty: 924Skąd: Holland Wysłany: 2016-11-30, 20:09 Tu jest właśnie problem. Potrzebuję ładowności około 1600 kg na czterech miejscach paletowych 100x120. Chłodnia. Zasięg zimą 300km. Pozostaje więc do dyspozycji około 2000 kg na aku i budę. Detale typu zabudowa kabiny to chyba szczegół na później. _________________Ładuję podczas parkowania! Nie parkuję by ładować! jas_pik Dołączył: 15 Sie 2014Posty: 3111Skąd: Warszawa/Wawer Wysłany: 2016-11-30, 21:02 Tak na szybko To cos w rodzaju Saviem/Avii ( tzn kabina i rama) . Na zdjęciach masz dwie wersje podwozia różniące się pojedyńczymi lub bliźniakami z tyłu Ja mogę zakończyć projekt na ramie - można na nią wrzucić dowolnej wielkości kontener/izotermę a producentów tego typu zabudów w Polsce jest co najmniej kilkunastu. W zależności od wymaganej ładowności mogą być na tylnej osi bliźniaki. Na razie nie mam pomysłu na akumulatory bo silnik /rame i napęd już mam. Założenia silnik 96V moc silnika 37 kW, szybkość stała max 80 km/h ( i w zależności od akumulatorów a dokładnie ich energii oraz masy to przy 44 kWh zasięg powien być 110- 125 km na jednym ładowaniu o ile masa ich nie przekroczy 450 kg) Czas ładowania - w zależności od ładowarki , też jeszcze tego tematu nie przymyślałem ale chyba najlepszym wyborem byłby ZIVAN NG9 - wtedy czas ładowania od 0 do 80% powinien wynosić 4,5-5 godzin Na zdjęciu wygląd i podstawowe parametry wymiarowe. Aby osiągnąć zasięg rzedu 300 km w zimie to trzeba by było włożyć pakiet akumulatorów o energii rzedu 96 kWh -podejrzewam że ważyłby około 1,5 tony , no i wtedy trzeba by było 3 takie ładowarki włożyć. O klimatyzacji nie myślałem - a ogrzewanie kabiny gazowe - Truma No i pochwalenie się jak takie rzeczy robię. Zazwyczaj kupuje istniejące pojazdy - w tym przypadku chodzi o skuter Peugeot Scootelec zazwyczaj w takim stanie czyli sama rama Poźniej pracuję i na koniec osiągam coś takiego _________________ gienek333 Wiek: 53 Dołączył: 20 Sty 2013Posty: 1450Skąd: Kraków Wysłany: 2016-11-30, 21:13 Sądzę że do czegoś takiego, to potrzeba ze 30kWh/100km, czyli aku jakieś pół tony. Jak to ma być do wożenia kwiatków, to latem powinno chłodzić, zimą grzać. Może lepszym rozwiązaniem była by hybryda. Jest coś takiego, jak chłodnictwo absorbcyjne i adbsorbcyjne, gdzie można wykorzystać ciepło odpadowe. konstruktor Dołączył: 06 Lis 2016Posty: 89 Wysłany: 2016-11-30, 22:14 zamach na kasę A myślałem, że naciąganie podatników nie jest zgodne z Wasza etyką....więc ja sie nie zgadzam na budowanie za moje podatki czegoś co nie ma ani krzty innowacji...takiego czegos nikt nie kupi więc z NCBiR nie dostaniecie chyba kasy.... YANNOSICK Ampera driver Wiek: 42 Dołączył: 24 Sie 2015Posty: 924Skąd: Holland Wysłany: 2016-11-30, 22:19 Gienek dobrze kombinuje. To bus do transportu wstępnie przetworzonych warzyw. Zimą nie musi chłodzić . Latem agregat musowo. Nie jestem w domu a mam tak papiery od Kreisela. Rozplanowali to w budzie Sprintera H2L2 z akumulatorami w ścianie grodziowej i nad nadkolami tylnymi/ Pakiet 120 kWh z kontrolą temperatury. Ogrzewanie kabiny wstępnie zakładali uzyskać z agregatu oraz ciepła baterii. Klimy nie przewidziano bo nad kabiną miał być agregat więc jakoś i kabinę by schłodził i pakiety. Problem pojawił się przy obliczaniu zasięgu. Auto jedzie 125 km pełne i wraca 127 km puste a mimo wszystko obliczyli, że nie wystarczy energii na taką trasę. Bus służy czasem do wożenie ludzi do prac polowych więc opcja mobilnej zabudowy pasażerskiej to kolejny próg do przeskoczenia. Ewentualnie dwa busy.... _________________Ładuję podczas parkowania! Nie parkuję by ładować! konstruktor Dołączył: 06 Lis 2016Posty: 89 Wysłany: 2016-11-30, 22:24 pytanie Jak bedzie masa takiego pojazdu, a jak ładowność ? a jaka masa całkowita? na koniec jaka bedzie droga hamowania takiego czołgu ? o cene nie pytam , pewnie sie okaże... konstruktor Dołączył: 06 Lis 2016Posty: 89 Wysłany: 2016-11-30, 22:55 fany pomysł tylko chyba nie dopracowany... Ogrzewanie kabiny wstępnie zakładali uzyskać z agregatu oraz ciepła baterii. Klimy nie przewidziano bo nad kabiną miał być agregat więc jakoś i kabinę by schłodził i pakiety. Problem pojawił się przy obliczaniu zasięgu. Auto jedzie 125 km pełne i wraca 127 km puste a mimo wszystko obliczyli, że nie wystarczy energii na taką trasę jas_pik Dołączył: 15 Sie 2014Posty: 3111Skąd: Warszawa/Wawer Wysłany: 2016-11-30, 23:23 Re: pytanie konstruktor napisał/a: Jak bedzie masa takiego pojazdu bez akumulatorów i bez kontenera chłodniczego szacuję na 1300 kg ( w realu można się spodziewać 1400 kg bo tak wychodzi z obliczeń oraz masą jednego kierowcy 75kg , konstruktor napisał/a: a jak ładowność 2100 kg bez kontenera chłodniczego lub 2000 kg z kontenerem i masą zwiększoną do 4200 co dopuszczają przepisy dla trnasportu w pełni elektrycznego - nie dotyczy hybryd) ? konstruktor napisał/a: a jaka masa całkowita? DMC 3500 lub 4200 kg konstruktor napisał/a: na koniec jaka bedzie droga hamowania takiego czołgu ? Wystarczy że układ hamulcowy będzie sprawny. konstruktor napisał/a: o cene nie pytam , pewnie sie okaże... Najdrozsze w tym wszystkim będą akumulatory bo koszt budowy jeżdzacego prototypu do badań szacuje dziś na na około 50 000 - 80 000 zł bez akumulatorów Odpowiedzi na niezadane pytania: Szyby w kabinie sterowane elektrycznie. Hamowanie regeneracyjne - stałe bez możliwości regulacji przez kierowcę w czasie jazdy - jedynie przez serwis. Kontroler Sevcon ( zdublowany ) Skrzynia biegów automatyczna ( lub jedno stałe przełożenie) - koszty Zmiana kierunku jazdy włacznikeim elektrycznym Napięcie instalacji pokładowej - 12 V - konwerter Stabilizator kierunku jazdy System hamulcowy oczywiście hydrauliczny ,wspomaganie pompa elektryczna podciśnienia. Najprawdopodobniej z przodu hamulce tarczowe , z tyłu bębnowe - koszty Korekcja siły hamowania. Nawigacja wbudowane ( wraz z punktami ładowania pojazdów elektrycznych /radio/ kamera cofania) Silnik trakcyjny chłodzony powietrzem - wymuszone chłodzenie. Przy zabudowie izotermy z agregatem chłodniczym - wykorzystanie go do klimatyzowania kabiny w lecie. konstruktor napisał/a: A myślałem, że naciąganie podatników nie jest zgodne z Wasza etyką....więc ja sie nie zgadzam na budowanie za moje podatki czegoś co nie ma ani krzty innowacji...takiego czegos nikt nie kupi więc z NCBiR nie dostaniecie chyba kasy.... Na razie to ja buduję za swoje własne środki i szukam partnerów do sfinansowania czegoś realnego a nie bajeczek dla inwestorów finansowych.... A może znajdziesz na rynku cos podobnego - w założeniach , nie mówię o produkcji , ale nawet takich prototypów nikt nie robił - bo to co pokazał Ursus nawet sie do tego nie umywa. _________________ konstruktor Dołączył: 06 Lis 2016Posty: 89 Wysłany: 2016-12-01, 12:38 to warto rozmawiać z Ursusem jesli chce taki pojazd zrobić to pewnie dofinansuje wam projekt.. kami2 Wiek: 40 Dołączył: 18 Lis 2013Posty: 157Skąd: Kielce Wysłany: 2016-12-01, 16:29 konstruktor napisał/a: to warto rozmawiać z Ursusem jesli chce taki pojazd zrobić to pewnie dofinansuje wam projekt.. A Panu chyba tylko pieniądze w głowie i najlepiej zrobione na cudzej pracy. konstruktor Dołączył: 06 Lis 2016Posty: 89 Wysłany: 2016-12-01, 16:35 Bez finansowania nie wyjdziecie z garażu...innowacja i pomysł jest wart dopiero gdy ma szansę na wdrożenie, jak sobie wyobrażasz tworzenie samochodu elektrycznego bez pieniędzy ? Bez Partnerów którzy mogą wdrożyć stworzony prototyp , jas_pik Dołączył: 15 Sie 2014Posty: 3111Skąd: Warszawa/Wawer Wysłany: 2016-12-01, 20:35 konstruktor napisał/a: Bez finansowania nie wyjdziecie z garażu... Watępnie zapraszam na wystawę /pokaz publiczny w pierwszy weekend majowy 2017 konstruktor napisał/a: innowacja i pomysł jest wart dopiero gdy ma szansę na wdrożenie, Od tego są fachowcy konstruktor napisał/a: jak sobie wyobrażasz tworzenie samochodu elektrycznego bez pieniędzy ? Za własne pieniądze konstruktor napisał/a: Bez Partnerów którzy mogą wdrożyć stworzony prototyp , Wolę pokazywać prototyp jeżdżący i szukać poważnych inwestorów niż prezentację w Powerpoincie, zwłaszcza że kilka dużych pomysłów wymyśliłem i wprowadziłem na rynek - również na giełdę (AIM Londyn) _________________ gienek333 Wiek: 53 Dołączył: 20 Sty 2013Posty: 1450Skąd: Kraków Wysłany: 2016-12-01, 21:53 Z garażu to można na "lajcie" wyjechać, gorzej z wyjechaniem na ulicę. Dziękujemy PO. jas_pik Dołączył: 15 Sie 2014Posty: 3111Skąd: Warszawa/Wawer Wysłany: 2016-12-01, 22:03 No na szczęście chyba już nie wróci do Polski "zegarkowy" minister. Dlatego ze względu na to nie tworzę od zera. _________________ konstruktor Dołączył: 06 Lis 2016Posty: 89 Wysłany: 2016-12-03, 20:21 Koszty inwestycji Projekt płyty i homologacja to jakieś 5-10 mln usd Homologacja układu napędowego i baterii kolejne 1 mln usd, no i jeszcze detale, lampy, hamulce, układ kierowniczy, .... czyli ok 20 mln usd na faze przedprodukcyjną , i 2-3 lata pracy...nieważne czy w garażu czy w warsztacie, czy na uczelni, Bez kasy nie ma szans na wdrożenie, inwestorzy nie rozmawiają bez fazy proof of concept, a homologacja to element tej fazy. No i jest ryzyko, ze mimo realizacji powyższego nikt tego nie kupi. Kto zaryzykuje takie pieniądze ? jas_pik Dołączył: 15 Sie 2014Posty: 3111Skąd: Warszawa/Wawer Wysłany: 2016-12-03, 20:49 Re: Koszty inwestycji konstruktor napisał/a: Projekt płyty i homologacja to jakieś 5-10 mln usd Homologacja układu napędowego i baterii kolejne 1 mln usd, no i jeszcze detale, lampy, hamulce, układ kierowniczy, .... Ale który producent produkuje i homologuje każdy element? Są wyspecjalizowani producenci poszczególnych elementów ( nikt wszystkiego nie wytwarza u siebie) i się je kupuje . Chyba znasz procedurę ? Coraz trudniejsze staje się zamawianie bo większość niezależnych producentów najważniejszych elementów pojazdów elektrycznych została wchłonięta przez dużych dostawców przemysłu motoryzacyjnego ( przykładem słoweńska Iskra ze swoimi niezłymi silnikami i kontrolerami którą właśnie zjadł MAHLE) konstruktor napisał/a: czyli ok 20 mln usd na faze przedprodukcyjną , i 2-3 lata pracy...nieważne czy w garażu czy w warsztacie, czy na uczelni, Przesadzasz, bo nie wiem czy wprowadzałeś duży projekt w życie. konstruktor napisał/a: Bez kasy nie ma szans na wdrożenie, inwestorzy nie rozmawiają bez fazy proof of concept, a homologacja to element tej fazy. To zależy od wiedzy Twojej i zespołu. konstruktor napisał/a: No i jest ryzyko, ze mimo realizacji powyższego nikt tego nie kupi. Kto zaryzykuje takie pieniądze ? Dlatego jeśli nie masz odpowiedniego zaplecza to nie ryzykuj. _________________ Maras AMPERA / VOLT Dołączył: 10 Gru 2016Posty: 252Skąd: Warszawa Wysłany: 2017-03-22, 23:02 W temacie. W grudniu kupiłem Amperę a juz teraz nie wyobrażam sobie jazdy nie na prądzie. W pracy używam MB VITO, oraz rekreacyjnie. Szukałem dostawczaka EV jednak wszystkie mają za mały zasięg lub są stanowczo za drogie. Zasięg na co dzień starczy mi ok 80-100km i v-max 100km/h ( czyli czyste EV ). Jednak latem gdy wchodzi w grę działka ( 250km ) lub dalszy dojazd do klienta to czyste EV odpada. Najchętniej bym widział napęd jak w Amperze z opcją jazdy na paliwie w długie trasy bądź ładowanie w trakcie jazdy. Macie jakieś pomysły? Może dorobić napęd elektryczny na tylną oś... Mam Vito 638 stary TD blaszak, manual i 638 V-klasa automat CDI. Blaszak to warsztat i magazyn na kółkach. V-ką pomykam jak nie ma zapotrzebowania na wożenie gratów oraz na działkę, rowery itp. Jestem skłonny nawet kupić podobne auto do przeróbki... Maras jas_pik Dołączył: 15 Sie 2014Posty: 3111Skąd: Warszawa/Wawer Wysłany: 2017-03-23, 07:48 Zapraszam do zapoznania sie z moim projektem ( miałem nadzieję uruchomić go już na maj ale nie rozgryzłem jeszcze wszystkiego - choroba i praca i czasu zabrakło) _________________ Przemek30 Dołączył: 15 Cze 2019Posty: 4 Wysłany: 2022-06-28, 08:02 Jestem b chętny do poważnego włączenia się w projekt, służę amatorskimi lecz rzeczowymi rysunkami projektowymi oraz innowacyjnymi pomysłami. A może by tak pójść w kierunku stworzenia pierwszego w pełni okabinowanego ,pojazdu typu wózek inwalidzki typu skuter elektryczny ale dwumiejscowy ze skromna deską rozdzielczą, zawierającą standardowe minimum pod dzisiejsze wymogi prowadzących,czyli nagrzewnica (w tej roli grzejnik elektryczny z termostatem z przejściówką) radio z BT , wycieraczka szyby przedniej ze spryskiwaczem,mała lampka kokpitu na baterie. Pojazd z podwójnym fotelem niewielkim bagażnikiem z tyłu ,urządzenia pokładowe zasilane mata solarną. Prędkość max od 17 do 25km/h,moc 1-2KM, ciężar 220kg. Na podobny pojazd oczekują setki tysięcy osób niepełnosprawnych,które pragną być mobilne w każdych warunkach,nie tylko wówczas,gdy wyjdzie przysłowiowe słoneczko lub zaleca im się ciepło ubrać ,a wymaga za pojazd bez żadnych wygód 19 tys zł. Co o tym myślicie? Dawdzio Dołączył: 28 Cze 2021Posty: 18 Wysłany: 2022-06-28, 11:09 Co prawda odkop stulecia, ale co mi tam... Po co tworzyć koło na nowo? Takie pojazdy już istnieją, jedynie w Polsce są już całkowicie zapomniane. Kiedyś mówiło się na nie mikrosamochody. Choćby taka Canta LX. Malutka, wąska, dwuosobowa, lekka. Jedyne co Ci się nie spodoba to spalinowy silnik, ale masz tu pole do manewru w kwestii elektryfikacji. Wyświetl posty z ostatnich: Nie możesz pisać nowych tematówNie możesz odpowiadać w tematachNie możesz zmieniać swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz głosować w ankietachNie możesz załączać plików na tym forumMożesz ściągać załączniki na tym forum Dodaj temat do UlubionychWersja do druku Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
”Ja nie mam nic, Ty nie masz nic, on nie ma nic, to razem mamy właśnie tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę” - zabawa z Ziemią obiecaną to część warsztatów z filmoznawcą i zarazem kolejna, atrakcyjna propozycja edukacyjna dla uczniów Zespołu Szkół w Paczkowie. 25 października 2016 r. zajęcia poprowadził pan Konrad Pronobis. Odbyły się one w ramach programu Filmoteka Szkolna, prowadzonego przez Filmotekę Narodową przy wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Motywem przewodnim było "Kino przywracające pamięć historyczną". Szkolenie miało charakter zajęć konwersatoryjnych z elementami wykładu i ćwiczeń aktywizujących. Służyło popularyzacji kultury filmowej i komunikacji społecznej, zwłaszcza w wymiarze praktycznym, by pomóc uczniom w aktywnym starcie w Olimpiadzie Wiedzy o Filmie i Komunikacji Społecznej. Uczestnicy poznali filmowy mikrokosmos Andrzeja Wajdy, czyli: najważniejsze motywy kina Wajdy, które zostały omówione za pomocą pięciu ścieżek: kina pamięci historycznej (Kanał 1956, Popiół i diament 1958), adaptacji klasyki literatury polskiej (Wesele 1972, Ziemia obiecana 1974), intymnych i kameralnych adaptacji opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza (Brzezina 1970), kina moralnego niepokoju (Człowiek z marmuru 1977). Prowadzący udostępnił słuchaczom alfabet filmu, będący wprowadzeniem do wiedzy o filmie, zapoznaniem z najważniejszymi środkami wyrazu i modelami analizy dzieła filmowego, a następnie zwrócił uwagę na fenomen szkoły polskiej i jej wpływ na kino światowe.
{"type":"film","id":1073,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Ziemia+obiecana-1974-1073/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Ziemia obiecana 2009-05-28 16:48:59 Jakie są wasze ulubione teksty z tego filmu ??? dla mnie kultowe jest 'ja nie mam nic, ty nie masz nic, więc razem mamy akurat tyle...'. żadna nowość :) LeLe ocenił(a) ten film na: 10 Innuendo "zapłaciłem, to się bawię" - stary Muller ( śmiałam się przy tym chyba głośniej niż on ;) LeLe Miałem tak samo ;D Innuendo To już teraz klasyka:) grafma ocenił(a) ten film na: 10 1. Co pan gadasz? Pan masz małe rybki w głowie!2. Robota nie gęś, ona się nie wytopi. 3. A jak każdy zapłaci, to będzie śmiały...4. Pan jesteś do niej podobny. Ona była śliczna, obszerna, duża kobieta. Pan masz pieniądze przy sobie? grafma Ja też to zapamiętała, ale chyba od końca , tzn. nr 4 na pierwszym. I z wcześniejszym tekstem : "A pańska matka, była moją kuzynką, pan wiesz? (Grunspan) Sprzedawała resztki na Piotrkowskiej (Welt) Pan jesteś do niej podobny ... itd. (Grunspan) grafma ocenił(a) ten film na: 10 I jeszcze:A w kirche co ja mam?... Cztery gołe ściany i tak pusto, jakby cały interes miał się trochę zlikwidować :) "Masz Mendel rubla. To jest prawdziwy rubel! A ty Abram dostaniesz tylko 75 kopiejek. Bo tobie się dzisiaj nie chciało. Tyś symulował śpiewanie. Ty chciałeś oszukać MNIE, co? I pana Boga?" Już za tą początkową scenę modlitwy Polaka, Niemca i Żyda powinien być Oscar. Ale ci co decydowali byli za głupi do tego filmu. undula ocenił(a) ten film na: 9 roxana33 Tak, modlitwa w otwartych oknach do Łodzi-potwora (i genialna muzyka w tle) robi ogromne wrażenie. Nie mam pojęcia, czemu Wajda w wersji z 2000r ją najbardziej rozbawiła scena, w której Muller pokazuje Borowieckiemu pałac - czyste mistrzostwo ;) użytkownik usunięty ocenił(a) ten film na: 9 undula "Nie mam pojęcia, czemu Wajda w wersji z 2000r ją wyciął."Jak to wyciął? Przecież właśnie od tych modlitw zaczął. undula ocenił(a) ten film na: 9 ok, faktycznie. Nie wiem dlaczego, ale byłam przekonana, że w tej wersji zaczyna się od odmierzania terenu pod fabrykę. roxana33 Amerykanie nie byli za głupi na ten film. Przecież "Ziemia obiecana" była nominowana do oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny. A choć film to cudowny, wygrać było ciężko, bo konkurencją był przecież "Dersu Uzała". A jak powszechnie wiadomo, "Dersu Uzała" to arcydzieło. Jeden z nich musiał przegrać. I padło na "Ziemię obiecaną". kendo777 Zresztą za takie a nie inne przedstawienie żydów, ciężko jest dostać oskara w Żydowoodzie:D piopio ocenił(a) ten film na: 10 kendo777 no jest w tym coś ;)) kendo777 Osobiście, pomimo mojego uwielbienia dla Kurosawy, uważam, że Ziemia Obiecana jest filmem lepszym niż Dersu Uzala. malonemuert Słusznie prawisz. Hej! piopio ocenił(a) ten film na: 10 nie nazwałbym tego tekstem ale scena kiedy Horn się zwalnia;) od Bucholca jest dla mnie jedna z najlepszych o ile nie najlepszą sceną w polskiej kinematografi a nawet... światowej a co tam ;)) a z śmiesznych/żałosnych to: ...wczoraj zmarł Victor Hugo - dużo zostawił? - 6 mln franków - ładny grosz - ...a w czym robił?... no i śmiech Mullera z upadku tancerki w trakcie "Jeziora łabędzi" - zapłaciłem to się bawie - to dowody na to że prostactwo u władzy w każdej epoce miał taki sam wymiar pozdrawiam wszystkich którzy jak ja uważają ze to najwiekszy polski film piopio Ja uważam, że to najlepszy polski film. A najbardziej pamiętny tekst? Ano ten wypowiedziany przez starego biednego Żyda, na pogrzebie Bucholtza: - No tak Bucholtz nie żyje! Pan wie - miał fabrykę, miał miliony. Był całym hrabią... I nie żyje. A ja nie mam nic, i w dodatku ma na jutro dwa protestowane weksle... Ale ja żyję! Pan Bóg jest dobry! Pan Bóg jest bardzo dobry. General_Minimus Może nie najlepszy, ale też dobry( jak powiedział Molibden).Bum-bum (na gazie) : Panie Welt! Panie Maurycy, czy Pan wyznajesz zwei koniak system? piopio Fakt. Klasyk nad klasykami. :) daer ocenił(a) ten film na: 8 - Dla mądrych ludzi zawsze są dobre czasy - a kiedy będą dobre czasy dla ludzi uczciwych? - Panie, oni mają swoje niebo, po co im dobre czasy?coś w tym stylu:) Horn - nie wiem czy pan jest niecierpliwy czy nie , to mnie nie interesujeBucholc - nie przerywaj pan ! (buch pięścią w stół ) Bucholc mówi !H - nie widzę przyczyny dlaczego nie ma być cicho...Bucholc ,kiedy Horn mówi pauzaB- u mnie pan już miejsca nie ma ! H bierze płaszcz podchodzi H- ja sobie robię grubą nieprzyzwoitość z pana i z pańskiego miejsca B- po za tym karze wyrzucić cię !H- spróbuj chamie B - guten srauze raus !!!H - daj spokój August nie próbuj bo tobie razem z twoim panem nadłamię żeber B - raus ! von mir hier !H -milczeć ..tyyyyy złodzie-ju ! Ty chamska mordo ! nie !...proszę mi nie przerywać ! Mnie nie interesuje czy pan jest cierpliwy czy nie ! Ja nie potrzebuje wiedzieć czy pan jest cierpliwy czy n.....Proszę mi nie przerywać !!! Ty szwabska mordo ...Ja mówię ! Horn mówi i pan będzie mnie słuchał dopóki będę tu stał i dopóki będę mówił !!! Pan niech siedzi cicho !Ja mówię !....Proszę nie...Uprzedzam pana ja nie potrzebuje wiedzieć czy pan jest cierpliwy czy nie , mi jest gancegal !Proszę mi nie przerywać ! Nie widzę przyczyny dla której miałbym być cicho kiedy pan mówi ! Nie interesuje mnie czy pan jest cierpliwy czy nie ! Żegnam pana pcsik ocenił(a) ten film na: 10 marcalina Moryc Welt: "Łódź to piękne miasto - ale co ja z tego mogę mieć...??" pcsik "Tak, ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic - To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę...." pcsik Ta... I to specyficzne spojrzenie na otaczające ul. Piotrkowską kamienice. Moryc Welt jest znakomity. A kto w tym filmie nie jest? marcalina Tak, ta scena jest nieprawdopodobna. Fronczewski na wyżynach sztuki aktorskiej. Mój absolutny numer jeden. Padłam, kiedy to pierwszy raz przeczytałam:"-Co słychać, panie Stein?-Wiktor Hugo wczoraj umarł.(...)-W czym robił?-W Hoho, w literaturze?-Tak, bo to był wielki poeta, wielki pisarz...-Niemiec? prawda! Ja zapomniałem! Przecież to jego ta, powieść, z ogniem i mieczem. Mnie Mery czytała ładniejsze kawałki z niego.""-Robota nie gęś, ona się nie wytopi. A mnie denerwuje to ciągłe szczękanie szklanek w kantorze, i to ciągłe syczenie gazu!-...Pani prezesie, przychodzimy tak wcześnie, jesteśmy bez gotują herbatę na gazie. A kto płaci za gaz? Ja! A gdzie tu jest sens? Od dzisiaj panowie będą płacili. (...) I ja to robię dla panów dobra - oni się teraz wstydzą pić herbatę. Bo ich gryzie sumnienie, że to na moim gazie. A jak każdy zapłaci, to będzie śmiały! Będzie mógł patrzeć do mnie prosto w oczy! I to jest bardzo moralne, panie Stein. Bardzo!""A cóż to za firma, protestantyzm? No? Co? Papież, to jest firma!""Gałganów diabli wezmą, ale Łódź, Łódź zawsze zostanie." Ja wiem, że jestem w tym raczej osamotniona, ale bardzo mnie wzruszyła wizyta Zuckera u Borowieckiego i jego pożegnanie z Lucy. Bo w końcu on "jest taki sam człowiek jak pan, ja tak samo czuję i tak samo mam swój kawałek honoru (...). Ja jestem Żyd. Prosty Żyd. Ja przecież pana nie zastrzelę, nie wyzwę pana na pojedynek, co ja panu mogę zrobić? Nic nie mogę panu zrobić! ...Pan wie, ona będzie miała... za parę miesięcy dziecko... pan wie, co to jest dziecko? Ja czternaście lat na to czekam, czternaście lat! (...) Pan mi musi powiedzieć prawdę!""-Mnie jest wszystko nam nie jest wszystko jedno, nam, fabryce, w której pan jesteś jednym z miliona kółek. Nie przyjęliśmy tu pana po to, żeby pan się popisywał swoją filantropią, tylko żebyś pan robił!-Nie jestem maszyną, jestem człowiekiem.""-Karol, ile może być dzisiaj milionów w teatrze? (...)-Rzeczywiście, pachnie tu cebulą i czosnkiem.""Wy wszyscy śmiejecie się z przeszłości! Tradycję nazywacie trupem, szlachectwo przesądem, a cnotę zabobonem!""Pan Stern, nasz sąsiad, nie lubi kwiatów. Powiedział, że jakby w tych doniczkach posadzić ka,kartofle, to by byl większy pożytek. ...Aaale on jest głupi, prawda?"I oczywiście wymienione już we wcześniejszych postach "dla mądrych ludzi są zawsze dobre czasy", "zapłaciłem, to się bawię", ",masz Mendel rubla", "ale ja żyję! Pan Bóg jest dobry!"... Tymi tekstami to można by obdarować kilka książek/filmów, tyle tego wyrazami szacunkuKazik Kazik_chan Wszystkie teskty Grunspana. Genialna rola !!! Kazik_chan No na mnie też ogromne wrażenie zrobiła wizyta Zuckera u Borowieckiego. Zucker będąc zamożnym człowiekiem potrafił tak odrzeć się z godności przed Borowieckiem, który perfidnie go okłamał. Rewelacyjnie jest zagrany przez Olbrychskiego moment, kiedy po złożeniu przysięgi Borowiecki jakby na moment się zawahał i odczuł, że popełnił swego rodzaju świętokradztwo. mirror_mirror Jedna z najmocniejszych scen. Hej! baca350 Dla tych co potrafią oglądać kino! Hej! baca350 Musze pooglądac jeszcze raz. Hej! baca350 I gówno, nie pooglądałem. Ale w tym roku pooglądam. Hej! baca350 FAjnie tak co rok dopisać coś. Dalej nie pooglądałem. Hej! baca350 I dalej nie pooglądałem. Oraz zablokowali mnie za nic na INNE. Chamstwo! Hej! baca350 Uważam, że ten coroczny cykl jest bardzo śmieszny. Filmozjad_pospolity Do zobaczenia za rok. Jak ten czas leci. Hej! baca350 ehes ocenił(a) ten film na: 10 baca350 2020! W tym roku sie uda! Trzymam kciuki. ehes Oglądam regularnie co pół roku albo pełnometrażowy albo serial 4-ro nie sie nie nudzi za to daje dystans do popeliny tak powszechnej wokół. erg_fw ocenił(a) ten film na: 10 „Któż na przykład w kuchni trzyma rondle bez glancu.”„To pan to sam tak urządzał panie Muller?Her von Borowiecki… ja sam płaciłem!”„Ja wszystko kupuje , bo my możemy sobie na to pozwolić” Ten film ma mnóstwo świetnych tekstów. Z początku miałem coś zacytować, ale... W tym filmie jest ogromna ilość "kultowych" tekstów, więc po co? A perełka? Moryc wjeżdża do Łodzi, rozgląda się i mówi: "Łódź piękne miasto... A co ja z tego będę miał?"Dałem 10/10 ale powinno być 20/10... rejmons No i jeszcze: Borowiecki do Maksa: "Twój ojciec coś traci?". Maks ze śmiechem: "Mój ojciec nie ma nic do stracenia oprócz honoru. A tym towarem się w Łodzi nie handluje" w tym filmie jest tyle wspaniałych tekstów ze nie sposób wszystkie wyliczyć... więc tylko kilka"zapłaciłem, to się bawię""...i tak pusto, jakby się interes miał za chwilę zlikwidować""milczeć ty złodzieju, ty chamska mordo..." - cały ten dialog"Ile zostawił? - 6 mln franków - Ładny grosz ... - w czym robił? - W literaturze...""-...ty jesteś dobry chłopak, tylko na milę cię czuć szachrajem.."no i nie wspomniany chyba w tej dyskusji tekst (i genialne szybkie wytrzeźwienie)"jestem fertig" Mój to: "Horn mówi!" AutorAutor Genialna scena. Ciekawe ile razy nagrywali? Hej! Pan zwariował. Pan masz małe rybki w głowie. Tekst kobiety z początku filmu na temat Łodzi, która chciała odszkodowanie za męża, któremu głowę odcięło w fabryce. Idealnie oddaje moją sytuację. :D lenka96 No cóż, przykre. Filmy biora się z życia. H.
ziemia obiecana ja nie mam nic ty nie masz nic