Nastolatek z USA zasłabł na w-fie i na 20 minut wyszedł z ciała. Przyszli do niego aniołowie i Jezus. Ten 17-letni piłkarz grający w szkole średniej twierdzi
Śmierć kliniczna nie jest śmiercią. Śmierć jest nieodwracalna. A między życiem a śmiercią jest wielka przestrzeń. Te doświadczenia są już poza życiem, ale jeszcze przed śmiercią. Uważam je za przygotowanie do następnego kroku. Ale też bywa to przykrym doświadczeniem.
Kora przeżyła piekło. Przez 50 lat nie potrafiła o tym mówić. wszyscy w szoku. Wiadomości Nowości video July 30, 2018 1 Minute. via Tragedia! Kora przeżyła
Ta młoda Amerykanka przeżyła śmierć kliniczną i powiedziała co czuła i widziała w tym stanie. allpress.pl Ona wie co jest "po drugiej stronie"! 18-latka przeżyła śmierć kliniczną, a jej słowa wbijają w fotel - AllPress.pl
W mediach pojawia się coraz więcej historii osób, które przeżyły śmierć kliniczną. Swoją postanowiła podzielić się doktor Lynda Cramer.Kilkanaście lat temu kobieta doznała wypadku w domu. Pogotowie szybko przyjechało na miejsce i po reanimacji udało się przywrócić jej czynności życiowe. Teraz Cramer postanowiła publicznie wyznać, co widziała w momencie, gdy ją
melodi tangga nada gitar do re mi. Największą popularność zdobyła dzięki serialowi Klan. Chociaż Aldona Orman jest szczęśliwą mamą i spełnioną aktorką, to niewiele osób wie, że gwiazda ma za sobą traumatyczne przeżycia. Śmierć mamy, nieszczęśliwa miłość, walka o życie… Dziś cieszy się każdym dniem! Barbara Bursztynowicz: „Mam wiele wad, które mnie dyskwalifikują w tej branży” Aldona Orman straciła mamę, przeżyła śmierć kliniczną Aldona Orman urodziła się w 1 stycznia 1967 roku. Swoją przyszłość związała ze sztuką, chociaż jako mała dziewczynka marzyła o szkole lotniczej, a potem medycynie. Jej talent aktorki odkryła polonistka. Za jej namową, Aldona Orman postanowiła zdawać do szkoły teatralnej i udało się! Ukończyła studia na wydziale lalkarskim filii PWST we Wrocławiu. W teatrze zadebiutowała przed otrzymaniem dyplomu. Ale od zawsze najważniejsza był dla niej rodzina. Aktorkę łączyła z mamą cudowna więź. Nieoczekiwanie los zadał jej potężny cios. „W dniu gdy prof. Jerzy Stuhr odbierał mój dyplom, dowiedziałam się, że moja ukochana mama trafiła do szpitala. Od tego momentu przez 10 dni przeszła trzy zawały. 10 czerwca podczas reanimacji odeszła. Osiem dni siedziałam w szpitalu przy jej łóżku, byłam z nią do ostatnich chwil”, mówiła w Super Expressie. Fot. TRICOLORS/East News Po śmierci mamy Aldona Orman wyjechała z Polski do Monachium. „Tak naprawdę nigdy do końca nie przerobiłam jej śmierci. To ciągle do mnie wraca. Myślę o niej, kiedy idą święta (…) Nie umiałam się wtedy pogodzić z tym, że jej już nie ma. Myślałam, że jak wyjadę, pustka będzie mniejsza, zniknie”, wyznała. Przez kilka lat występowała na deskach niemieckich teatrów. Była związana z Labor Theater w Monachium, Pathos Vansport Theater oraz Maodernes Theater. W Niemczech od niedawna mieszkał też jej ukochany. Aktorka myślała, że wspólnie będą budować szczęśliwą przyszłość. Ale ich związek nie przetrwał próby czasu. „To był moment wchodzenia w dorosłe życie, bez najbliższej i najważniejszej osoby w moim życiu, w innym kraju, w innej rzeczywistości. Chwilami było bardzo trudno, ale wierzyłam, że jeśli się tam znalazłam, to po coś. Nie ułożyło nam się z Robertem, rozstaliśmy się... Bolało mnie, że przy tych wszystkich ideałach, wyobrażeniach o cudownej miłości mój związek wyglądał zupełnie inaczej”, wyznała aktorka. W końcu podjęła decyzję o powrocie do kraju. Aldona Orman współpracowała z Teatrem Kwadrat, Teatrem Polskim we Wrocławiu, Ludowym w Krakowie, a także Atlantis w Warszawie. Ale widzom znana jest przede wszystkim jako aktorka serialowa. Pojawiła się w Pierwszej miłości, Glinie, Na dobre i na złe czy Barwach szczęścia. Największą popularność zdobyła wcielając się w rolę Barbary Milewskiej w Klanie. Niewiele osób wie, że po powrocie do kraju Aldona Orman otrzymała kolejny cios od losu. Aktorka stoczyła walkę o życie. Gwiazda przeszła przez pierwszy etap castingu do Klanu. Przed następnym trafiła do szpitala. „Byłam nieprzytomna. Moja koleżanka przyjechała z mężem i kolegą, wyważyli drzwi od domu. Gdyby nie ta sytuacja, mogłabym się nigdy nie obudzić, ponieważ później nie obudziłam się jeszcze przez cztery dni. Potem leżałam przez miesiąc w szpitalu”, mówiła w rozmowie z Superstacją. Aldona Orman miała sepsę. W wyniku powikłań aktorka zapadła w śpiączkę i przeżyła śmierć kliniczną. „Mogłam się nigdy nie obudzić, a jednak wróciłam na ziemię”, mówiła. Zobacz także: Elżbieta Zającówna i Krzysztof Jaroszyński wspólnie pokonywali życiowe zakręty. Są razem blisko 40 lat Aldona Orman walczyła o życie. Po chorobie zaszła w ciążę Przez długi czas była hospitalizowana. „Praktycznie przez 4 lata ciągle leżałam w szpitalu. Tydzień na zewnątrz, trzy tygodnie w szpitalu i tak było w kółko. Przyjeżdżając na zdjęcia do „Klanu”, często najpierw musiałam pojechać do szpitala, by dostać kroplówki i różne rzeczy, by funkcjonować normalnie i dać radę później mieć cały dzień zdjęcia (...). Myślę, że po takich sytuacjach, w których przeżywa się sepsę, a sepsę przeżywa 4% ludzi, to jest długi proces dochodzenia do normalności, zdrowia”, mówiła w rozmowie z dziennikarzami „Pytania na śniadanie”. „Najważniejsze jest to, jaką naukę wyciągamy z tych wszystkich rzeczy, które są dla nas trudne. Takie trudne momenty to jest nasza nauka. Ważne, żeby po tym patrzeć na ludzi inaczej. Jak najwięcej dobra generować, dobroci, serdeczności. Im więcej generuję dobra, tym więcej go do mnie wraca. Podświadomość przyciąga super dobre rzeczy”, dodała. Wkrótce po tych dramatycznych wydarzeniach Aldona Orman poznała swojego ukochanego, Edmunda Boruckiego. Para doczekała się wspólnie córeczki – Idalii Vanessy. To był cud. Po przebytej chorobie Aldona Orman usłyszała od lekarzy, że nigdy nie zostanie mamą. Stało się inaczej. Spełniła swoje marzenie o macierzyństwie. „Miałam nigdy nie urodzić dziecka po tej chorobie. Ale... niezbadane są plany Boga wobec nas. I stał się cud!”, mówiła w rozmowie z Super Expressem. Dziś aktorka cieszy się każdym dniem z najbliższymi. Wspiera swoją 13-letnią córeczkę w spełnianiu marzeń. Idalia rozpoczęła swoją karierę muzyczną. Wystąpiła nawet w niemieckiej edycji The Voice Kids. ,,Moja córka bardzo lubi śpiewać i każdą wolną chwilę poświęca na muzykę. Zauważyłam jej talent i zaczęłyśmy pracować nad nim i go rozwijać. Idalka uczy się od profesjonalnych nauczycieli i wokalistów. Faktycznie osiąga sukcesy, bo zdobywa nawet nagrody na różnych festiwalach międzynarodowych. Moim zadaniem jako matki jest wspierać Idalkę w jej marzeniach i rozwijać jej zdolności", wyznała aktorka w 2019 roku rozmowie z TVP info. Życzymy wszystkiego dobrego! Czytaj też: Aldona Orman pokazała świadectwo szkolne córki i wprawiła fanów w osłupienie Źródło: Pytanie na śniadanie, Film Super Express, Rewia Aldona Orman z córeczką Idalią. Dziewczynka przyszła na świat w 2008 roku Fot. Piotr Porębski/ Metaluna Aldona Orman z ukochanym, Edmundem Boruckim Fot. Piotr Porębski/ Metaluna Fot. Piotr Porębski/ Metaluna
Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła Autor Wiadomość Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła Moja wypowiedź w innym wątku: też jakby pasuje. Nie powtarzam się. To wątki się powtarzają. Cz sty 03, 2013 13:58 luk1407 Dołączył(a): Pn mar 05, 2012 16:22Posty: 235 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła świadectwo nastoletniej dziewczyny która przeżyła śmierć kliniczną i widziała piekło, polecam każdemu _________________ N sty 06, 2013 1:04 JedenPost Dołączył(a): Pt gru 30, 2011 9:17Posty: 11383 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła boni napisał(a):A dlaczego Ci naprawdę źli ludzie maja dostać tą sama nagrodę nieba jak Ci dobrzy starający się żyć uczciwie i dlaczego nie? _________________Lubię Starego czasem, to też sprawiaże się wystrzegam otwartej z nim wojnyPrzecież to piękne, gdy Pan tak dostojnyTak z samym diabłem po ludzku rozmawia. N sty 06, 2013 10:12 Alus Dołączył(a): Śr cze 02, 2004 17:39Posty: 41856 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła JedenPost napisał(a):boni napisał(a):A dlaczego Ci naprawdę źli ludzie maja dostać tą sama nagrodę nieba jak Ci dobrzy starający się żyć uczciwie i dlaczego nie?A dlatego, że co źli nie potrafiliby zaakceptować dobra w niebie, którego nienawidzili na ziemi. N sty 06, 2013 10:23 Acro Dołączył(a): N paź 04, 2009 17:07Posty: 4195 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła luk1407 napisał(a):świadectwo nastoletniej dziewczyny która przeżyła śmierć kliniczną i widziała piekło, polecam każdemu A skąd wiadomo, że to było piekło,a nie np zebranie Episkopatu? _________________Religia to para kul potrzebnych jedynie tym, którzy mają słabe nogi (Denis Diderot) N sty 06, 2013 11:33 Endek Dołączył(a): N mar 15, 2009 20:12Posty: 1639 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła DrzewoMalinowe napisał(a):jeżeli tak robi to po co w ogóle stwarzał człowieka ,żeby go potem torturować w piekleW piekle są same stworzenia boże a Boga tam nikt nie ogląda. Wychodzi, że dręczenia piekielne to dzielo stworzeń nie Boga. Zatem, do kogo te pretensje?Wszystkie stworzenia maja cos takiego jak wolną wolę i jezeli trafiają do piekieł, to jest to ich wybór, któty to wybór Bóg jako że jest dżentelmenem, szanuje. _________________Herezja albo to, co w sposób oczywisty sprzyja herezjom, nie może być kwestią posłuszeństwa. To posłuszeństwo winno służyć Wierze, nie zaś Wiara posłuszeństwu! Zatem w tym przypadku „trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi” (Dz Ap 5, 29). N sty 06, 2013 11:39 lektorek Dołączył(a): So maja 17, 2008 8:43Posty: 127 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła Alus napisał(a):JedenPost napisał(a):boni napisał(a):A dlaczego Ci naprawdę źli ludzie maja dostać tą sama nagrodę nieba jak Ci dobrzy starający się żyć uczciwie i dlaczego nie?A dlatego, że co źli nie potrafiliby zaakceptować dobra w niebie, którego nienawidzili na mi się, że zarówno "boni", "JedenPost", "Alus" jak i większość z nas patrzymy na te sprawy za bardzo po ludzku. A tak naprawde nie jesteśmy w stanie naszym ludzkim umysłem ogarnąć zarówno Milosierdzia i do osób które przeżyły tzw. śmierć kliniczną - zauważmy że ich życie często odmienia się. Może zwyczajnie dlatego, że zobaczyły odrobine więcej niż my. Myśle, że warto uzbroić się w cierpliwość i zaczekać bo każdy z nas przekona się o tym napewno osobiście. "Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany." (1Kor 13;12) N sty 06, 2013 12:34 lubczyk66 Dołączył(a): Cz maja 20, 2010 16:38Posty: 24 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła Wysłuchałam tego świadectwa - bardzo prawdziwe. Jest ostatnio sporo różnych świadectw ludzi. Trzeba być bardzo zatwardziałym żeby to ignorować i nie wierzyć że to prawda. Myślę że z tego powodu coraz więcej takich nawróceń,że szatan ma swój ostatni czas i działa cała swoją mocą. tak, ze bardzo trudno nie wpaść w jego sieć. A więc i Pan Jezus teraz objawia się jak nigdy w historii. Zresztą zapowiedziane było, w Biblii, "że biada mieszkańcom ziemi bo zstąpił do was diabeł aby zwieść o ile to możliwe także wybranych." W Biblii też chyba jest, ze tam gdzie wzmógł się grzech tam jeszcze bardziej rozlała się łaska", a na świecie widać to wyraźnie że wszystkie grzechy się wzmogły więc i Pan Jezus nie żałuje łaski, byle tylko człowiek wyrzekł się zła - i to wystarczy aby Jezus stał się jego Panem, nawet jeśli taki nie wierzy w Jezusa. Chodzi o to żeby potępić zło, wyrzec się go, nie pochwalać go, ani dla zabawy ani w żartach a tym bardziej na poważnie - bo to właśnie sprowadza szatana na ziemię i pozwala mu tak działać - pochwała zła przez taki tekst w Biblii - że: "dobry się umocni, a nieprawy jeszcze bardzie się znieprawi" - i są już takie czasy że dobry musi bardzo się starać aby zachować tę dobroć, ale przez to się hartuje, natomiast zły znajduje wszędzie szerokie usprawiedliwienie dla swoich złych czynów i przez to już całkiem zabija ostatnie wyrzuty swojego sumienia i bez przeszkód całkowicie "usprawiedliwiony" może czynić co mu się podoba. Jedyny ratunek - to wyrzec się zła, chociaż długi czas na pewno będzie trudno opanować się i nie czynić zła, ważne jest aby przestać zło pochwalać, gloryfikować, a nawet usprawiedliwiać, jak np. powiedzenie że: trzeba być w dzisiejszych czasach egoistą, nieczułym bo inaczej się nie da - klasyczna pochwała zła, która sprawia że szatan staje się naszym panem, co byśmy nie wyznawali. N sty 06, 2013 12:57 noOne Dołączył(a): Pn lip 04, 2011 11:29Posty: 1541 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła 23 minuty w piekle _________________Króluj nam Chryste ! N sty 06, 2013 19:00 Alus Dołączył(a): Śr cze 02, 2004 17:39Posty: 41856 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła noOne napisał(a):23 minuty w piekle dyrdymały. N sty 06, 2013 19:11 JedenPost Dołączył(a): Pt gru 30, 2011 9:17Posty: 11383 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła Alus napisał(a):JedenPost napisał(a):boni napisał(a):A dlaczego Ci naprawdę źli ludzie maja dostać tą sama nagrodę nieba jak Ci dobrzy starający się żyć uczciwie i dlaczego nie?A dlatego, że co źli nie potrafiliby zaakceptować dobra w niebie, którego nienawidzili na Czy mądry Bóg nie mógłby głupim ludziom tego wszystkiego wytłumaczyć? Uleczyć ich z ich głupoty? _________________Lubię Starego czasem, to też sprawiaże się wystrzegam otwartej z nim wojnyPrzecież to piękne, gdy Pan tak dostojnyTak z samym diabłem po ludzku rozmawia. N sty 06, 2013 21:58 Anonim (konto usunięte) Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła Alus napisał(a):JedenPost napisał(a):boni napisał(a):A dlaczego Ci naprawdę źli ludzie maja dostać tą sama nagrodę nieba jak Ci dobrzy starający się żyć uczciwie i dlaczego nie?A dlatego, że co źli nie potrafiliby zaakceptować dobra w niebie, którego nienawidzili na pomyślałaś , że może "źli" nie mieli okazji poznać dobra na ziemi?Może tych złych od początku ich życia dotykało tylko zło?Może Ci źli nie znali Chrystusa?Może Ci źli napotykali tylko na ludzi którzy nigdy nie widzieli w nich nic dobrego? którzy ciągle wytykali im zło? którzy nimi gardzili ...Jak traktujesz takiego złego człowieka na ziemi? co mu mówisz? Jesteś zły zasługujesz na piekło? to by usłyszał od Ciebie?Może warto takiego złego Alusia zapytać - co tak poraniło Jego serce?Nie Ty decydujesz kto jest zły a kto nie jest...więc nie mów że źli zasługują na piekło So sty 12, 2013 4:10 Alus Dołączył(a): Śr cze 02, 2004 17:39Posty: 41856 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła Cytuj:Nie pomyślałaś , że może "źli" nie mieli okazji poznać dobra na ziemi?Może tych złych od początku ich życia dotykało tylko zło?Może Ci źli nie znali Chrystusa?Może Ci źli napotykali tylko na ludzi którzy nigdy nie widzieli w nich nic dobrego? którzy ciągle wytykali im zło? którzy nimi gardzili ...Jak traktujesz takiego złego człowieka na ziemi? co mu mówisz? Jesteś zły zasługujesz na piekło? to by usłyszał od Ciebie?Może warto takiego złego Alusia zapytać - co tak poraniło Jego serce?Nie Ty decydujesz kto jest zły a kto nie jest...więc nie mów że źli zasługują na piekłoNie istnieje w realu taka opcja aby ktoś nigdy nie spotkał się z nie jest warunkowane znajomością jeśli sama piszesz, że może istnieć człowiek, który nie zna dobra, to logiczne, że nie będzie zdolny funkcjonować w sferze gdzie istnieje samo ja decyduję kto jest zły - zawsze o tym decyduje sam człowiek. Bo nikt nie rodzi się złym, osobisty wybór przesądza jakim się staje. So sty 12, 2013 10:12 Vacarius Dołączył(a): N gru 30, 2007 13:48Posty: 1268 Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła A czy na sądzie Bożym będę miał prawo do adwokata. Czy Bóg będzie domniemał mojej niewinności czy od razu będzie wiedział ze jetem winny. Czy będę miał prawo odwołania od wyroku do wyższej instancji? Jeśli to będzie sprawiedliwy sąd. No to na pewno pójdę do nieba. Już mam swoją linie obrony. Gdy Bóg spyta mnie czemu nie przestrzegałem praw Bożych. To ja mu powiem które prawa Boże miałem przestrzegać? Urodziłem się w czasach globalizacji znam prawa boże wielu religii i są ze sobą sprzeczne. A więc jedynie co mogłem robić to przestrzegać praw świeckich. I ze tylko na podstawie praw świeckich może mnie osądzić. Tak jak w Strasburgu mogą sądzić na podstawie tylko Polskich praw gdy sprawy dotyczą Polaków tak samo Bóg będzie mógł mnie sądzić na podstawie polskiego Prawa. Bo inne prawo nie było mi znane. A po za tym jest sprzeczne z tym które jako obywatel Polski muszę przestrzegać. Nie mogę być skazany według praw Izraela sprzed 2000 lat tylko według Polskich praw bo jestem polakiem. So sty 12, 2013 11:09 Anonim (konto usunięte) Re: Bóg nie ma prawa wsadzać ludzi do piekła Vacarius napisał(a):A czy na sądzie Bożym będę miał prawo do adwokata. Czy Bóg będzie domniemał mojej niewinności czy od razu będzie wiedział ze jetem winny. Czy będę miał prawo odwołania od wyroku do wyższej instancji?Sam Pan Bóg jest adwokatem. So sty 12, 2013 14:04 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników
19 sie 16 11:48 Ten tekst przeczytasz w 3 minuty Istnieją dwa typy psychiatrów: ci, którzy z nami rozmawiają, i ci, którzy tego nie robią. Ci, którzy praktykują talking cure, czyli leczenie słowem, nie opierają się wyłącznie na farmaceutykach i wierzą, że dobrze sformułowane pytania oraz prawdziwe zainteresowanie pacjentem mogą doprowadzić do rozwiązania problemów nękających ludzki umysł. Foto: Shutterstock Przeżył śmierć kliniczną i wyszedł z uzależnienia. Pomogły mu anioły Rajiv Parti Jest to szczególnie prawdziwe na przykład w odniesieniu do Carla Gustava Junga, ojca psychologii analitycznej, który sam przeżył NDE. Po tym doświadczeniu potrafił rozmawiać z pacjentami podczas terapii na bardzo głębokim osobistym poziomie zrozumienia. Ludzie z doświadczeniami NDE wiedzieli, że trafili na odpowiedniego lekarza, gdy słyszeli od niego coś w stylu: „To, co się dzieje po śmierci, jest tak wspaniałe, że nasza wyobraźnia i uczucia nie są w stanie dać nam nawet przybliżonego o tym pojęcia”. Ale są też lekarze, którzy nie rozmawiają. Zadają kilka pytań, następnie przepisują leki, zwykle coś na depresję lub sen. Większość pacjentów woli iść do lekarza, który nie rozmawia. Tak, nawet w dzisiejszych czasach rozbuchanego ego, kiedy to uwielbiamy logować się na różnych stronach internetowych i bez końca opowiadać nieznajomym o sobie i o naszych najskrytszych uczuciach, stosunkowo niewiele jest osób, które wolą rozmowę od farmakoterapii. Dzieje się tak dlatego, że większość ludzi preferuje rozwiązania farmaceutyczne. Z tego powodu oraz z racji pojawienia się zorganizowanej opieki medycznej, tylko około dziesięć procent psychiatrów spędza z pacjentem więcej niż piętnaście minut podczas jednej sesji. Też byłem takim lekarzem. Jeśli pacjent był skłonny streścić swoje dolegliwości, podobnie jak wielu kolegów po fachu wypisywałem receptę i odprawiałem delikwenta w czasie krótszym niż średniej długości przerwa na kawę. Jeśli pierwsza recepta nie działa, wielu lekarzy chętnie wypisuje drugą, co ma uczynić pierwszą bardziej skuteczną. A gdy dwa pierwsze lekarstwa powodują skutki uboczne, zawsze można złagodzić je trzecią cud-tabletką. Jeśli lekarstwa nie zdają egzaminu, ten sam lekarz może skierować pacjenta na rozmowę do psychologa. To jest antyteza leczenia opartego na świadomości, które teraz zgłębiam, ale w świecie zachodnim jest to także typowe podejście do uzależnienia i bólu, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Niestety, nawet gdy uzależnieni pacjenci chcą zmniejszyć spożycie pigułek i w tym celu szukają innych sposobów radzenia sobie ze swoim stanem, wskaźnik nawrotu dla tych przyjmujących tabletki przeciwbólowe i leki przeciwdepresyjne jest bardzo wysoki. Samo ograniczenie nałogu do poziomu poniżej progu uzależnienia, jak to zrobiłem ja, jest często porównywane do rzucenia nałogu przez raptowne odstawienie. I wtedy niezbędny jest długi i kosztowny odwyk lub postępowanie zgodne z wytycznymi od lekarza. Bez odpowiedniego poradnictwa medycznego pacjent ryzykuje wystąpienie poważnych objawów odstawienia, w tym drgawek lub halucynacji. O dziwo, w ciągu sześciu miesięcy, podczas których udało mi się zmniejszyć uzależnienie od tabletek przeciwbólowych i leków zmieniających nastrój, nie miałem żadnych takich objawów. Być może wpłynęła na to moja wiedza medyczna? Nie mam pojęcia. Wiem za to, że po NDE porzuciłem swoje dawne życie i trafiłem do świata, w którym uzależnienie nie istnieje. Nie chcę sugerować, że ta przemiana w moim życiu zaszła bez wysiłku, ale spotkanie z aniołami i Świetlistą Istotą dało mi wiedzę i zrozumienie, że muszę podjąć ów wysiłek. A było co zmieniać. Przed NDE cierpiałem na długotrwałą depresję, która pogłębiła się, gdy zdiagnozowano u mnie raka prostaty. Wśród moich rzeczywistych problemów życiowych prym wiodły pieniądze, które straciłem na giełdzie – ponad trzy i pół miliona dolarów, z czego większość należała do członków mojej rodziny. Nękały mnie też pytania natury egzystencjalnej. Dlaczego zachorowałem na raka? Dlaczego pierwszych sześć operacji przynosiło coraz większe powikłania? Operacje zwykle pogłębiają uzależnienie: ja nie tylko chciałem brać środki przeciwbólowe, ja musiałem je przyjmować. Ból był tak wielki, że musiałem brać częste zwolnienia z pracy. Mimo wszystko, jakim cudem straciłem kontrolę nad swoim leczeniem? Ile dałbym jeszcze radę pracować przez długie godziny w dynamicznym świecie operacji serca wysokiego ryzyka? Czy miałem prawo prowadzić klinikę leczenia bólu, mając taki sam problem z uzależnieniem jak niektórzy z moich pacjentów? Dlaczego stałem się takim beznadziejnym materialistą i bez potrzeby rywalizowałem z innymi? Jak mogę naprawić relację z synem, z ojcem i z Bogiem? Po doświadczeniu NDE zdałem sobie sprawę, że z pomocą moich aniołów mogę znaleźć odpowiedzi na te pytania. Po powrocie ze szpitala czułem potrzebę medytacji. Medytowałem więc codziennie, czasem kilka razy dziennie. Przygotowałem sobie nawet pokój do tego celu, na pierwszym piętrze naszego nowego domu, niewielką kanciapę, którą udekorowałem rzeźbami hinduskich bogów i bogiń oraz świętych Michała i Rafała, chrześcijańskich świętych, którzy mi się ukazali. To była dziwna mieszanka religii. Jeszcze więcej dziwności przydawał jej niebieski dym, który wypełniał pokój, kiedy zapalałem kadzidło. Ale podobało mi się to połączenie. Jedną z wielu rzeczy, które uświadomiło mi spotkanie z aniołami i Świetlistą Istotą, było podobieństwo między ludźmi i religiami. Zrozumiałem to wszystko w czasie medytacji, podczas której odwiedził mnie archanioł Michał. – Bez względu na to, co głoszą nasze religie, prawda jest taka, że wszyscy chcemy tego samego – powiedział Michał, którego głos zabrzmiał w mojej głowie tuż przed tym, jak się pojawił. – Wszyscy pragniemy zdrowia, szczęścia, wolności od strachu i jedności. Chcemy jakoś żyć. Fragment pochodzi z książki "Świadectwo" Rajiva Parti. Wydawnictwo Illuminatio Foto: Materiały prasowe Lekcja od aniołów - cenna nauka Były też inne spotkania z aniołami. Właściwie podczas medytacji odwiedzały mnie prawie codziennie, chociaż nie mogłem przewidzieć, kiedy się zjawią. Czasami po prostu były w pobliżu. Innym razem zachowywały się jak nauczyciele w klasie. Na przykład, kiedy podczas medytacji rozmyślałem nad jakimś pytaniem, podsuwały mi obraz, który miał mi pomóc na nie odpowiedzieć. Pewnego dnia podczas medytacji poczułem głęboki smutek wynikający z tych samych problemów, które wcześniej wpędziły mnie w depresję. Zacząłem myśleć o pieniądzach, które straciłem na giełdzie w 1999 roku. Zastanawiałem się, dlaczego zaryzykowałem cały swój kapitał tylko po to, żeby jeszcze bardziej się wzbogacić, choć do tamtej pory zarobiłem już więcej, niż kiedykolwiek oczekiwałem. Myślałem o moich przyjaciołach, którzy, postępując według mojej rady, zarobili wielokrotność kwoty, którą ja straciłem. Dlaczego nie przestałem obracać opcjami na akcje i nie spieniężyłem ich, jak sam im poradziłem? Potem zacząłem się zastanawiać, dlaczego dostałem raka prostaty. Czy to Bóg mi go zesłał? Dlaczego wciąż chorowałem i potrzebowałem tak wielu operacji? Czy w ten sposób spłacałem dług karmiczny za coś, co zrobiłem? Czy to się kiedyś skończy? Czy znów poczuję się dobrze ze sobą? Próbowałem trwać w pozytywnym stanie medytacyjnym, który na ogół oznacza, że pozwalamy myślom przychodzić i odchodzić, przyjmując je jako część życia i pozwalając im zniknąć w umysłowym kosmosie. Ale one nie znikały. Zostały ze mną i usiłowały zrujnować moją medytację. Wtedy pojawili się Michał i Rafał. Na swój sympatyczny sposób uspokoili mnie, mówiąc, że „zbaczanie z toru” podczas medytacji jest rzeczą powszechną. – Kiedy medytujesz, masz pozwolić myślom przychodzić, jednocześnie separując się od nich i pozwalając im odpłynąć rzeką życia – powiedział Rafał. – Właśnie tak to powinno wyglądać – zgodził się Michał. – Ale większość ludzi ma z tym problem na początku. – Tak, myśli mają kolce, jak kaktusy – powiedział Rafał. – Przywierają do nas i kłują. Czasem nie chcą się odczepić tak szybko, jak byśmy chcieli, a nawet gdy to zrobią, kłują i tak. „Istnieją proste sposoby, aby pokonać te przygnębiające myśli”, wyjaśnił Michał. To wszystko kwestia zmiany perspektywy. Poradził mi, abym rozwinął dwie przeciwstawne osobowości: biednego Rajiva i szczęśliwego Rajiva. Biedny Rajiv to człowiek zestresowany, ponieważ stracił pieniądze na giełdzie i nie może pogodzić się z faktem, że przyczyną była jego chciwość. Potem zachorował na raka i przeszedł wiele operacji, po których nastąpiły powikłania. Teraz obwinia Boga za swoje problemy, zamiast zastanowić się nad swoją karmą. Szczęśliwy Rajiv to facet, który dostał szansę, by podążać za swoją dharmą, za swoim celem, i nie ma ogromnego kredytu hipotecznego. Jego życie jest łatwiejsze, a on może odkrywać jego nowy sens, może nawet zmieni świat? Te dwie wersje mnie miały się stać moim nowym układem odniesienia. Anioły podpowiedziały mi, abym podczas medytacji rozmyślał: Którym z nich chcę dzisiaj być? Szczęśliwym Rajivem czy biednym Rajivem? Zdałem sobie sprawę, że mogę zmieniać historię wokół okoliczności mojego życia. Jak powiedział archanioł Rafał: „Nie da się uniknąć bólu, ale cierpienie to wybór”. Wcale nie musiałem cierpieć, wystarczyło tylko zmienić perspektywę. To było aż tak proste. Nie mogłem zmienić przeszłości, musiałem się z nią pogodzić. Przy tym zdałem sobie sprawę, że mogę wybrać, czy chcę być szczęśliwy, czy nieszczęśliwy. Innymi słowy, nic nie poradzę na ból z przeszłości, ale mogę przestać przez niego cierpieć i sprawić, że przyszłość stanie się tym, czym chcę, żeby była. Fragment pochodzi z książki "Świadectwo" Rajiva Parti. Wydawnictwo Illuminatio Foto: Materiały prasowe Data utworzenia: 19 sierpnia 2016 11:48 Zobacz Więcej
Pani Genowefa ciężko chorowała i w 2013 roku przeżyła śmierć kliniczną, widziała niebo i czyściec oraz szatana z piekła, spotkała Maryję, Jezusa, Św. Ojca Pio i bliskich zmarłych znajomych. W 2013 roku po przebytej kolejnej reoperacji kręgosłupa lędźwiowego, druga i trzecia operacja tydzień po tygodniu, trzy operacje w pół roku. Niewyobrażalny ból, nie pomagały silne środki przeciwbólowe i sterydy w kroplówkach. W święto Matki Bożej Anielskiej zaczęłam rehabilitację. Wbrew zaleceniom lekarskim posadzono mnie na wózku inwalidzkim przed zrobieniem EKG – trwało to 1,5 h, był piątek. Wróciłam na salę, czułam, że serce wali mi jak chce, skuliłam się i powoli umilkły głosy z sali, a ja znalazłam się w jasnym tunelu. Pierwsze osoby, które zauważyłam to były czarne postacie w kapturach, szły do mnie, aby mnie przestraszyć. Przed operacjami byłam u Spowiedzi świętej i przyjęłam sakrament Namaszczenia Chorych. W tym czasie odmawiałam egzorcyzm „Święty Michale Archaniele”, był on niezwykle skuteczny, złe duchy uciekały w popłochu. Potem znalazłam się w moim domu rodzinnym, znajdującym się od szpitala ponad 160 km, zobaczyłam męża siedzącego w fotelu, w ogromnym bólu i rozpaczy. Zrobiło mi się go żal, bo wcześniej był u mnie i nie pokazywał mi żadnych emocji, ale cały czas mnie wspierał i dodawał otuchy. Jego postać była we mgle. Za chwilę też we mgle, zobaczyłam męża, jak rozmawia z moją siostrą. Był załamany, siostra go pocieszała, powtórzyłam im później przebieg tej rozmowy. Oboje przytaknęli, że taka rozmowa się odbyła. Widziałam potem też we mgle, siostrę mojego męża, jak rozmawia ze swym bratem i bratem mojego męża. Niezbyt pochlebnie się o mnie wyrażała i o tej całej sytuacji. Wręcz krzyczała zbulwersowana do telefonu. Też później powtórzyłam jej tę rozmowę, w odpowiedzi zaczerwieniła się. Nie miałam wpływu na to co widzę i słyszę. Najbardziej chciałam zobaczyć swoje dzieci, ale ich nie widziałam. Znów znalazłam się w tym tunelu i znów na spotkanie wyszły mi złowrogie, czarne postacie w kapturach. Odmawiałam egzorcyzm i one uciekały. Cały czas się modliłam i wzywałam Boga Ojca, Pana Jezusa i Matkę Najświętszą na pomoc. Wtem weszłam do ciemnego pomieszczenia, usłyszałam czyjeś kroki i usłyszałam głos mojego zmarłego brata, który popełnił samobójstwo pod wpływem alkoholu, miał do tego słabość. Dzięki Bogu kilka dni wcześniej odbył spowiedź i przyjął Komunię św. Mój brat był dobrym chłopakiem, ja osobiście wiele mu zawdzięczam. Odezwał się: „witaj Gieniu”, odpowiedziałam: „to już 28 lat, jak umarłeś, bardzo mi ciebie brakuje”. Brat odrzekł: „Ale ja wiem, co się u ciebie działo przez te wszystkie lata, że wyszłaś za mąż i masz dwójkę dzieci”. Jeszcze chwilkę realnie porozmawialiśmy, gdy nagle brat zadał mi pytanie: „czy przechodzisz na drugą stronę?”, pomyślałam wtedy o swojej rodzinie. Ale brat uprzedził moją odpowiedź i powiedział ze smutkiem, „jednak chcesz wrócić do męża i dzieci”. Odpowiedziałam: „tak”, czułam jak odchodzi smutny. Gdy ze mną rozmawiał w ogóle się go nie bałam. Wyszłam z tego czarnego miejsca i wciąż byłam w tym jasnym tunelu, nadal się modliłam i odmawiałam koronkę do Bożego Miłosierdzia. Weszłam tym razem do bardzo jasnego pomieszczenia, które było przedzielone szybą od sufitu do podłogi. Podeszłam zaciekawiona i za tą szybą zobaczyłam piękny ogród, pełen kwitnących kwiatów i krzewów. Tuż przy szybie zobaczyłam zmarłą 10 lat temu na raka głowy – przyjaciółkę. Byłam u niej na pogrzebie, miała zdeformowaną twarz po operacjach, lecz tu zobaczyłam ją taką jak była zdrowa. Była piękna, ubrana w białą, bufiastą sukienkę. We włosach, które miała spięte był przyczepiony z boku kwiat. Uśmiechała się do mnie, pomachała dłonią, poczułam się raźniej. Ale nadal wzywałam Boga i Panienkę Przenajświętszą. Wtem usłyszałam kołatanie kołatek, jak w czasie Triduum Paschalnego. Zobaczyłam zbliżającą się do mnie, jakby figurę Matki Bożej. Zatrzymała się tuż nade mną, ale była za szybą. Ubrana była w czerwoną sukienkę i niebieski płaszcz. Upadłam na kolana i schyliłam głowę, nie czułam się godna, aby na Nią patrzeć. Powiedziałam: „dziękuję Ci Mateczko Przenajświętsza, że odpowiedziałaś na moje wołanie i modlitwy. I teraz do mnie przyszłaś, zobacz o Pani w jakiej jestem sytuacji, konam z bólu. Błądzę w tym tunelu i do tego cały czas atakuję mnie złe duchy. Błagam pomóż mi Mateczko”. Nagle znów usłyszałam odgłos kołatania i zobaczyłam jak Maryja oddala się ode mnie. Zrozpaczona krzyknęłam: „Mateczko Przenajświętsza nie zostawiaj mnie tu samą”. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam niedaleko mnie św. O. Pio, byłam zdziwiona jego obecnością, gdyż go nie wzywałam. Jestem pewna, że zesłała mi go Maryja. Od razu podbiegłam do niego i zaczęłam mówić: „św. o. Pio, ty tak bardzo cierpiałeś, miałeś stygmaty ran Pana Jezusa, ból był nieodłącznym towarzyszem twego życia, wiem, bo czytałam o tobie książkę. Ja teraz też bardzo cierpię, wiem, że mnie rozumiesz, do tego ciągle atakują mnie złe duchy. Pomóż mi, ochroń mnie przed nimi – i zaznaczyłam – błagam cię tylko mnie nie opuszczaj”. O. Pio nic nie odpowiedział, ale wyciągnął do mnie swoją prawą rękę, w której miał różaniec. Zrozumiałam, że mam go odmawiać. Tak też zrobiłam. Nie mając ze sobą różańca w tym tunelu, odmawiałam go z chórami anielskimi. Jest to taka metoda odmawiania różańca, której nauczyły mnie siostry zakonne. Chodziliśmy w tym tunelu i modliliśmy się, każdy z osobna. A gdy tylko pojawiły się złe duchy, zakonnik wychodził do przodu, machał kilka razy wyciągniętą prawą ręką, w której trzymał różaniec. A one szybko uciekały i od tej chwili przestałam się już bać. W sobotę rano ocucono mnie i zapytano, „czy chcę przyjąć Komunię św., bo przyszedł kapłan?”. Łzy płynęły mi po policzkach, przyjęłam Pana Jezusa. Poczułam się umocniona duchowo. Znów znalazłam się w tym tunelu, gdzie cały czas od piątku wieczorem, aż do nocy z soboty na niedzielę był ze mną św. o. Pio. Zaprowadził mnie do pewnego wejścia w formie łuku i w tym momencie zniknął. I z tego wejścia wyszedł Pan Jezus, wyglądał tak jak na zdjęciu, które zrobił Mu brat Elia i tak samo był ubrany. Chrystus uśmiechnął się szeroko i objął mnie ramieniem, lekko dociskając, jakby na przywitanie. Nie czułam już zupełnie bólu i na widok naszego Pana od razu o nim zapomniałam. Można to przyrównać do bólu rodzenia, matka czuje ból, ale gdy się rodzi dzieciątko, ze szczęścia od razu o tym bólu zapomina. Nasz Pan mówił do mnie łagodnym głosem, cały czas żartując, czym mnie bardzo rozśmieszał. Szkoda, że nie pamiętam teraz o czym rozmawialiśmy. Oboje śmialiśmy się. Stwierdzam, że nasz Pan ma ogromne poczucie humoru. Pan Jezus prowadził mnie objętą Jego ramieniem, szybko i żwawo. Jest On bardzo energiczny, a przy tym naturalny. Byłam bardzo szczęśliwa, radosna i uśmiechnięta. Nie czułam dystansu, że On jest Bogiem, a ja nędznym i grzesznym prochem. Rozmawialiśmy jak dwoje przyjaciół. Chrystus zaprowadził mnie do dużego pomieszczenia, gdzie widziałam ściany, ale nie było w nim mebli. Tylko z mojej lewej strony, na stojaku stało duże lustro. Pan Jezus powiedział, abym przed nim stanęła. I do aniołów – dwóch lub trzech, którzy się tam pojawili powiedział: „przynieście tę białą szatę”. W krótkim czasie jeden z tych aniołów przyniósł wiszącą na wieszaku białą sukienkę. Nasz Pan powiedział do mnie: „przymierz ją”. Obejrzałam się w lewo, szukając jakiejś przymierzalni, gdy nagle zauważyłam, że ja już jestem przebrana. Sukienka była biała bez ozdób, z długimi rękawami i sięgała mi do kostek. Krzyknęłam zachwycona: „Panie Jezu ona na mnie idealnie pasuje”. A nasz Pan się uśmiechnął i odrzekł: „ona została uszyta na miarę” i dodał: „przyjrzyj się sobie uważnie cała”. Dopiero spojrzałam na swą twarz, długo się przyglądałam i znów wykrzyknęłam: „Panie Jezu to ja?” On się uśmiechnął i odpowiedział: „oczywiście, że ty”. Nie mogłam siebie rozpoznać, byłam dużo młodsza, niż moje wtedy 45 lat. Nie miałam żadnych zmarszczek, blizn na twarzy. Z przodu miałam pięknie spięte, do góry blond włosy, z tyłu zaś były rozpuszczone, sięgały prawie do pasa, a boki były upięte spinkami, które się bardzo mieniły. Dla mnie było to wtedy oczywiste, że to diamenty, więc nie zapytałam się o to Pana Jezusa. Wyglądałam naprawdę prześlicznie, o wiele lepiej niż w dzień ślubu. Nagle nasz Pan mnie zawołał i pamiętam, że wtedy poczułam ukłucie bólu w sercu i pomyślałam, „a jednak umarłam, co z moimi dziećmi? (syn jest autystyczny) Co z mężem?” Ale zaraz przyszła następna myśl: „trudno, nie mam na to wpływu, widać taka wola Boża, muszę się z nią pogodzić, przecież codziennie o jej wypełnienie się modlę”. Znów Pan Jezus objął mnie ramieniem i zaprowadził mnie do nie dużego pomieszczenia, gdzie panował półmrok. Zobaczyłam tam leżącą na katafalku, bez trumny, moją znajomą, która kilka dni wcześniej umarła i modliłam się za nią, od razu ją rozpoznałam. Chrystus stanął naprzeciwko niej, a ja stanęłam obok. Nasz Pan zapytał się mnie: „czy ją oświecić?” Zrozumiałam, że nasz Bóg pyta mnie, „czy ją zbawić?” Wiedziałam, że ona rzadko chodziła do kościoła, ale po tym co się później stało wierzę, że zdążyła pojednać się z Bogiem przed śmiercią. Od razu zaczęłam prosić Pana Jezusa: „błagam Cię Panie, zbaw ją, ona była bardzo dobrą kobietą, pomagała córce w wychowywaniu dzieci”. Nie musiałam dłużej prosić. Zobaczyłam, jak nasz Pan podnosi prawą rękę i szeroka smuga światła oświeciła tę kobietę całą. Zaraz ona wstała uśmiechnięta i w tej jasności przeszła obok nas. Ja zaś znalazłam się gdzieś w szerokiej przestrzeni, gdzie było bardzo dużo ludzi ubranych na biało. Oni wszyscy zaczęli do mnie podchodzić dookoła i witać się ze mną. Obejmowali mnie ramieniem i lekko przyciskali. Czułam się zawstydzona tą całą sytuacją. Gdy wszyscy się ze mną przywitali, zobaczyłam tworzącą się procesję, chorągwie, kapłana w stroju liturgicznym. Zapytałam się jednej z tych osób: „co teraz będzie?” Usłyszałam odpowiedź: „Idziemy z orszakiem do nieba”. Wtem zobaczyłam, jak przed moimi oczami, odsuwa się bardzo powoli kotara, taka jaka jest na scenie teatralnej i powoli zaczął się wyłaniać zza niej las. Od razu usłyszałam śpiew ptaków, szum wiatru i co najważniejsze czułam zapach tego lasu. Była to dla mnie bardzo miła niespodzianka, bo miałam ogromne pragnienie, o którym nikomu nie mówiłam – poczuć zapach lasu i go zobaczyć. Byłam przeszczęśliwa. Nagle kotara się zasłoniła i został tylko Pan Jezus i ja oraz anioł, który stał z boku. Pan Jezus powiedział – „twoją szatę zabieramy, już widziałaś jak wyglądasz. Zabieramy ją na przechowanie, ona na ciebie poczeka, a teraz musisz wrócić do męża i dzieci, bo oni ciebie potrzebują”. I w jednej chwili zobaczyłam, jak anioł trzymał powieszoną na wieszaku moją sukienkę wraz z nałożonym na nią workiem foliowym. Spojrzałam na siebie, już byłam ubrana normalnie, w dresach. Pamiętam, że złapałam się za włosy, już nie było tej pięknej fryzury, tylko jak wcześniej, miałam je spięte w koński ogon. Jak bardzo nie chciałam wracać. Czułam intuicyjnie, że może wrócić ból, więc podbiegłam do Pana Jezusa i zaczęłam Go prosić, aby mnie uzdrowił. Chrystus odpowiedział: „bądź cierpliwa”. Zaczęłam spadać w dół, ale ja znów wróciłam do Niego, błagając o uzdrowienie. Nasz Pan znów mi odpowiedział: „bądź cierpliwa”. Znowu zaczęłam spadać w dół i nie wiem jakim cudem wróciłam do naszego Pana trzeci raz. I wtedy w akcie rozpaczy, upadłam przed Nim na kolana, cały czas prosząc o uzdrowienie. Pan Jezus podniósł mnie z kolan i stanowczo mi oznajmił: „powiedziałem ci, bądź cierpliwa”. Uśmiechnął się i zażartował: „ach te kobiety”. Gdy spadałam w dół usłyszałam głos Pana Jezusa: „do tego cierpienia byłaś przygotowywana przez całe twe życie”. Zapytałam: „Panie, czy miałam wykonać jakieś zadanie?” Chrystus odpowiedział: „tak”. Zapytałam: „jak wypadłam?” Usłyszałam: „jesteś dzielna, mój Ojciec jest z ciebie zadowolony”. Nagle poczułam ból w organizmie, ale już nie taki jak wcześniej. Pomyślałam: „żyję”. Było to wczesnym rankiem w niedzielę. Jakże byłam szczęśliwa, że Pan Jezus mnie pochwalił, bo w szpitalu prawie przez wszystkich byłam uważana za nawiedzoną, bo codziennie czytałam Biblię, odmawiałam różaniec, przychodził do mnie ksiądz z Komunią św., słuchałam Mszy Św. A także w czasie naszych rozmów z pacjentami broniłam kapłanów. Miałam też objawy nieadekwatne, jak inni po operacjach. Zaraz po kilku miesiącach od pobytu w szpitalu, gdy zrobiono mi badania, okazało się, że to była przewlekła borelioza, na którą potem leczyłam się ok. dwa lata. Tak łatwo innym było mnie osądzać, że się użalam nad sobą, wyolbrzymiam ból itp. Byłam poddawana nieustannym przeciągom, powodowały one u mnie dodatkowe cierpienia. Czułam się też niezrozumiana, wyśmiana, a nawet wyszydzona. Oczywiście przebaczyłam wszystkim modląc się o ich nawrócenie i zbawienie. Dłuższy czas się zastanawiałam czym było, to co widziałam? Miałam myśli, że mogło to być jakieś przedstawienie diabelskie, ułuda. Postanowiłam, że zapytam się spowiednika, lecz gdy poszłam do spowiedzi, było do niej wiele ludzi, a ja też nie byłam w stanie długo klęczeć. Postanowiłam, że jako osoba chora, wezwę księdza do domu. I nie wiem dlaczego sprzeciwił się temu mój mąż. Patowa sytuacja. Jakież było moje zdumienie, kiedy w pierwszą sobotę miesiąca, ujrzałam księdza w drzwiach. Ucieszyłam się, że mąż go jednak wezwał, więc korzystając z sytuacji, wyspowiadałam się i opowiedziałam księdzu szczegółowo to wszystko co widziałam i słyszałam. Spowiednik mi odpowiedział: „to co przeżyłaś jest rodzajem śmierci klinicznej, to na pewno nie była ułuda, a tym bardziej przedstawienie diabelskie, bo diabeł nie kazałby ci odmawiać różańca, tak, jak kazał ci św. O. Pio i w ogóle razem się modlić”. I mówił dalej: „swego brata nie widziałaś, bo on jest w czyśćcu. Przyjaciółka w ogrodzie pełnym kwiatów jest w niebie, ale ty tam jeszcze nie byłaś. (Oddzielała nas szyba). A zbawiając twoją znajomą, Bóg spektakularnie odpowiedział na twoją modlitwę za jej duszę. Miałaś iść do nieba, ale Bóg dla jakiegoś celu zostawił cię na tym świecie”. Zapytałam spowiednika, czy powinnam o tym wszystkim mówić ludziom. Odpowiedział: „tak, powinnaś mówić jakie dobro, czyli niebo nas czeka, gdy będziemy wierni Bogu”. Po wyjściu księdza, który zostawił mi wizytówkę, podziękowałam mężowi, że go wezwał. Mąż był bardzo zdziwiony, stanowczo twierdził, że nie wzywał kapłana. Zadzwoniłam szybko na komórkę księdza, domyślając się, że przyszedł do mnie przez pomyłkę. A ten zdziwiony odpowiedział: „ale przecież GPS mnie do pani zaprowadził”. I szybko się wyjaśniło, że wezwano go do innej chorej, u której ostatecznie był również tego dnia. Wiem, że w życiu nie ma przypadków, że to Pan Jezus przysłał tego księdza do mnie, aby odpowiedział mi na wszystkie pytania i dzięki temu odzyskałam spokój duszy. Chwała Panu Jezusowi. Z Panem Bogiem – Gienia źródło: , 2018-02-27
obejrzyj 01:38 Thor Love and Thunder - The Loop Czy podoba ci się ten film? Georgina Dowling [1] bardziej znana jako Georgie była postacią cykliczną w ósmym sezonie Pamiętników Wampirów. Po raz pierwszy pojawiła się w odcinku Hello, Brother. W odcinku An Eternity of Misery, zostaje zabita przez Seline, a jej dusza trafia do piekła. Wczesne lata życia W Today Will Be Different, Georgia opowiada Alaricowi o wypadku samochodowym, który spowodowała pod wpływem alkoholu. W kraksie zginęła jej przyjaciółka, a ona sama przeżyła śmierć kliniczną. W czasie gdy lekarze ją reanimowali, trafiła do piekła, gdzie widziała symbol. To właśnie taki sam symbol ujrzała na dziwnym przedmiocie, który pokazał jej Alaric. Sezon 8 W Hello, Brother, Georgie bada wnętrze skarbca zbrojowni, próbując odkryć tajemne wyjście z jaskini. Kobieta wraz z Alaricem i Dorianem odkrywają tajemnicze pomieszczenie Sybil, w którym znaleźli skarby i szkielet zmarłego człowieka. Georgie opowiada Alarickowi o swojej przeszłości. W, Today Will Be Different, kobieta otwiera się przed Alaricem i opowiada mu o swojej przeszłości. I o tym dlaczego miała doktorat o piekle. W, You Decided I Was Worth Saving, Gregorie jest światkiem schwytania Sybil przez Alarica i Stefana, co czyni ją ciekawą na temat Alarica i jego wiedzą o rzeczach nadprzyrodzonych. W An Eternity of Misery, kobieta próbuję się włamać do domu Alarica i ukraść mu książkę, lecz zostaje ona przyłapana przez Seline. Gdy Dowling wraca do zbrojowni zam Dusza Georgie zostaje wciągnięta do piekła. yka Alarica w skarbcu, a Stefanowi wstrzykuje werbenę. Saltzman nabiera wtedy podejrzeń, że to Georgie może być drugą syreną. Gdy Dowling spotyka się ponownie z Seline, pyta się jej dlaczego zmusiła ją do tego zmusiła. Seline skręca kobiecie kark. Po chwili Georgie budzi się jako duch i zostaje wciągnięta do piekła. Osobowość Georgie była dowcipna i zabawną postacią. Lubiła żartować z swojej pacy pomimo tego, że była ciężka. Gdy była młodsza zabiła w wypadku samochodowym swoja przyjaciółkę i od tamtej chwili ciągle nosiła w sobie przytłaczające poczucie winny i żal. Wygląd zewnętrzny Dowling miała brązowe włosy i oczy koloru piwnego. Była wysoką i smukłą kobietą. Ubierała się zwykle w bezrękawniki i dżinsy. Jej włosy zwykle były związane w kitkę. Wystąpienia Hello, Brother Today Will Be Different You Decided I Was Worth Saving An Eternity of Misery (śmierć) Coming Home Was a Mistake (zwłoki/wspominana) Zdolności Werbena - Ludzie są odporni na werbenę Potomstwo - w przeciwieństwie do wampirów ludzie mogą mieć dzieci. Światło słoneczne - ludzie są odporni na działanie śłońca. Słabości Śmiertelność - ludzie się starzeją i umierają. Dekapitacja - oddzielenie głowy od tułowia powoduje natychmiastową śmierć. Wyrwanie serca - powoduje natychmiastową śmierć. Złamanie karku - skutkuje momentalną śmiercią. Zachodzi nieodwracalne przerwanie rdzenia kręgowego oraz przedłużonego, który jest odpowiedzialny za najważniejsze funkcje życiowe takie jak oddychanie, akcje serca. Choroby - niektóre są śmiertelne dla ludzi. Magia - może powodować ból u człowieka. Delikatność - ludzie są najbardziej delikatni ze wszystkich stworzeń. Ciekawostki Była w więzieniu za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu i zabicie swojej przyjaciółki. Wierzyła, że po śmierci pójdzie do piekła, za zabicie swojej najlepszej przyjaciółki. Jest możliwe, że jest to samo miejsce gdzie została trafiła dusza Katherine Pierce, Vicki Donovan, Silasa wielu innych zmarłych po upadnięciu drugiej strony. Przepuszczenia dziewczyny się sprawdzają, bo gdy zostaje zabita jej dusza od razu zostaje wciągnięta do piekła. Galeria Lista przypisów ↑ Jej pełne imię i nazwisko zostaje podane w odcinku Coming Home Was a Mistake przez detektywa.
przeżyła śmierć kliniczną widziała piekło