Total length: 00:03:40. Main artists: Scarlett O'Hara. Composer: Various Composers. Label: South Texas Metalcore. Genre: Pop/Rock Rock. Available in. 24-Bit/44.1 kHz Stereo. 2023 South Texas Metalcore 2023 South Texas Metalcore. Improve album information.
Original Scarlett O'Hara. Paperback – January 1, 2017. Finally, a book has been published that answers the question: What came of Scarlett O’Hara after Rhett Butler rebuked her with: “Frankly my dear, I don’t give a damn.”. This is the first nonfiction book that answers the question based on actual circumstantial evidence.
When the Union Army takes Atlanta, Scarlett makes a terrifying and physically exhausting flight to her family home in a wooden cart, pulled by a dying horse, that carries her son, a slave named
Browse 208 scarlett o'hara photos and images available, or search for gone with the wind to find more great photos and pictures. Browse Getty Images' premium collection of high-quality, authentic Scarlett O'hara stock photos, royalty-free images, and pictures. Scarlett O'hara stock photos are available in a variety of sizes and formats to fit
"Fiddle-dee-dee" ― A recurring line from Scarlett. "As God is my witness, I'll never be hungry again." ― Scarlett vowing to provide food for her people. Scarlett O'Hara (born Katie Scarlett O'Hara; credited as Scarlett O' Hara – Hamilton – Kennedy – Butler) (born some time in 1844 or 1845) is the protagonist in Margaret Mitchell's 1936 novel Gone with the Wind and in the 1939 film of
melodi tangga nada gitar do re mi. Dewiza życiowa Scarlett O’Hara – „Pomyślę o tym jutro” – nie sprawdzi się raczej u inwestorów wiatrakowych. Wkrótce nie będzie już nad czym myśleć, bo losy branży zostały przypieczętowane w zeszłym tygodniu przez Senat, który uchwalił ustawę o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Szybkie tempo procesu legislacyjnego, pominięcie roli ekspertów i głosów wszystkich zainteresowanych stron, przełożyło się na powstanie aktu prawnego, który ograniczy w sposób znaczny potencjał branży wiatrakowej. Taki kształt ustawy może zablokować rozwój wielu gmin. Wprowadzone zakazy odległościowe (odległość pomiędzy turbiną a budynkiem mieszkalnym wynosić ma co najmniej dziesięciokrotność wysokości turbiny) działać będą bowiem w dwie strony. Na terenach, gdzie zagęszczenie wiatraków jest największe na wiele lat wykluczone będzie lub przynajmniej znaczenie ograniczone powstawanie innych inwestycji. Nie można bagatelizować skutków społeczno-gospodarczych ustawy. Branża wiatrakowa stanowi źródło utrzymania wielu rodzin w Polsce. Załamanie tego rynku przełoży się negatywnie na ich sytuację ekonomiczną. Wprowadzane przepisy wpisują się w mało ekologiczne koncepcje oparcia polskiej gospodarki na węglu. Promowanie czarnego złota to ratunek dla upadające branży górniczej, ale przekładający się na pogorszenie stanu zdrowia wielu Polaków oraz idący za tym wzrost wydatków na ich leczenie. Ustawodawca nie zdecydował się na notyfikowanie projektu Komisji Europejskiej, chociaż zawiera ona przepisy techniczne. Niestaranność ustawodawcy może być bardzo kosztowana. Wielu inwestorów już zapowiada pozwy, które wykorzystywać będąten błąd legislacyjny. Dodatkowo z powództwem o utracone korzyści będą występować przedsiębiorcy, jak również gmin i wydzierżawiający grunty, którzy nie doczekają się zwrotu ze swoich inwestycji. Ustawa w takim kształcie podsyca atmosferę niepewności wokół tematu szkodliwości oddziaływania wiatraków na ludzi i środowisko. To strata szansy na wyważenie i pogodzenie interesów lokalnych społeczności i przedsiębiorców. Nie ma wątpliwości, że zasady lokalizacji farm wiatrowych powinny być uregulowane, jak również że wartości takie jak zdrowie ludzi, czy stan środowiska muszą być czynnikami branymi pod uwagę przez ustawodawcę oraz organy biorące udział w procesie inwestycyjnym. Niemniej nie powinno to prowadzić do rugowania branży wiatrową. Zamiast rozwiązania nabrzmiałych problemów, sprawę zamiata się pod dywan. Problemu nie będzie, bo wiatraków również nie będzie. Więcej na ten temat przeczytasz w moim komentarzu zawartym w artykule Anny Krzyżanowskiej Nowe zasady budowy wiatraków. Czy elektrownie czeka upadek?
Tytuł dzisiejszej stylizacji jest co prawda, dość przewrotny, ale dla mnie ma sens, ale od początku. Kto nie widział filmu, albo nie czytał książki "Przeminęło z wiatrem" przyznać się bez bicia w komentarzach, i szybciutko proszę nadrobić zaległości. Ja przyznam się z ręką na sercu, że oglądałam ten film chyba dziesiątki razy, co prawda ostatni raz kiedy go oglądałam troszkę już trącił myszką, ale nie stracił tego co najważniejsze, czyli przesłania "że My kobiety jesteśmy mądrymi, dzielnymi, zdolnymi do największych poświeceń istotami". Cóż z tego, że czasem mamy chwile zwątpienia, że kierują nami emocje o które czasem same byśmy siebie nie podejrzewały, że czasem pochlipiemy w poduszkę, wykrzyczymy coś zbyt głośno, to wszystko nic, bo kiedy trzeba potrafimy tupnąć nogą i wziąć stery życia w swoje ręce. Skąd porównanie do Scarlett? a no stąd, że jej postać jest bardzo bliska mojemu sercu i kiedy nadwrażliwość ..... czyli coś co czasem dodaje, a czasem podcina skrzydła... a więcej o nadwrażliwości przeczytacie w pięknym poście Pauliny z utrudnia nam życie, i nie radzimy sobie z nadmiarem emocji warto powiedzieć jak Scarlett O'Hara Pomyślę o tym wszystkim jutro.....Zniosę to wtedy lepiej W zasadzie moja stylizacja to raczej ukłon w stronę dwóch modnych trendów tego sezonu, czyli paski w delikatnym wydaniu i falbanki, natomiast nawiązując do Scarlett, chciałam napisać, że właśnie to był taki dzień , tej przeklętej nadwrażliwości , sukienka okazała się być zbyt krótka, zbyt pognieciona po jeździe samochodem, wszystko było nie tak. Kiedy zobaczyłam zdjęcia, również zobaczyłam to co chciałam, a nie co przedstawiały faktycznie.... rozumiecie już teraz skąd Scarlett, wystarczyło powiedzieć magiczne....pomyślę o tym jutro....a nazajutrz wszystko zobaczyłam z innej perspektywy. Sukienkę można zawsze przedłużyć, wyprasować , albo iść w niej na spacer wtedy na pewno się nie pogniecie ;), zdjęcia Pauliny wyszły przepiękne..... i nawet jeśli ... była tam owa nadwrażliwość, to patrząc na te zdjęcia, powiem nieskromnie ..... jaśniejsza strona nadwrażliwości ;) W stylizacji udział wzięły sukienka z falbanami firmy ZARA , zamszowe sandałki firmy Carinii , duża pojemna torba w rozmiarze XL - Di Moda Butik i delikatna złota biżuteria.... i wystarczy :) oczywiście nieodłączne przeciwsłoneczne okulary firmy Versace upolowane w Tk Maxx. Pamiętajcie : jest Wam źle i nigdzie nie widać światełka w tunelu? ...... Pomyślcie o tym jutro ....bo wszystko może się zdarzyć. Miłego dnia robaczki......dziś pierwszy dzień lata...uśmiechnijmy się :) Paula z za przepiękne zdjęcia i za inspirację, bo My kobiety powinnyśmy się wspierać, inspirować i szanować..... i czyńmy to kochane. Sukienka - ZARA Torba - Butik Di Moda Buty - CARINII Apaszka - pożyczona od Pauli ( na szczęście;) Bransoletka - APART Kolczyki - Stradivarius
Gdyby żyła w dzisiejszych czasach, to być może na jej Facebooku widniał by status: „To skomplikowane”. Była piękna. Miała oczy w odcieniu szmaragdu. Dostawała non-stop w kość: samotność, odrzucenie, nieszczęśliwa miłość, śmierć bliskich, dar do romansowania z kłopotami. Kiedy bezpowrotnie zatrzasnęły się drzwi (za jej ukochanym Rhettem Butlerem), wtedy Scarlett O’Hara wypowiedziała genialne zdanie: „Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Pomyślę o tym jutro. W oryginale: „I can’t think about that right now. If I do, I’ll go crazy. I’ll think about that tomorrow”. Ileż w tych słowach jest otuchy! Być może nasz ulubiony wewnętrzny standuper, nasz najwierniejszy Pan Krytyk powie nam: „Ej stary, nie mów tak, to przecież ucieczka od problemów! Znów odwlekasz, bo tak serio to jesteś tchórzem i JAK ZWYKLE nie masz motywacji, by zmierzyć się ze swym problemem. JAK ZWYKLE używasz triku O’Hary, bo NIE POTRAFISZ wziąć byka za rogi”. A gdyby naszego Krytyka radośnie pozdrowić – gestem słynnej Posłanki? Podrapać się po oku i wyjąć z niego paprochy samo-krytyki? Może też wsłuchać się w siebie i zacząć być serio dobrym dla siebie? Może warto jednak: „pomyśleć o tym jutro”? Może to roztropność i dojrzałość? Oczywiście da się też użyć słów (naszej Ślicznotki) z intencją (która nas krzywdzi): „a rozejdzie się jakoś po kościach i nie będę musiał z tym się mierzyć”. Co wtedy robię? Uciekam. Odcinam się od emocji. Nie chce tego, ani dziś, ani nigdy. Używam odwlekacza „jutro”, bo mam myślenie magiczno-życzeniowe i „JUTRO” to mój hokus-pokus, by problem znikł na zawsze. Taka strategia (na dłuższą metę) daje tyle doraźnej plecebo-skuteczności, ile bezpieczeństwa (zdrowej osobie) daje maseczka na słynnego wirusa. Maskuje na chwilę problem! Bardzo chcemy wierzyć, że to działa! A może warto – „pomyśleć o tym jutro”? Ochłonąć. Nabrać dystansu. Zyskać w duszy więcej przestrzeni. Na świeżo spojrzeć na swe zasoby i kłopoty. Jak echo wracają słowa z nad jeziora Genezaret (z góry Błogosławieństw): „Nie martwcie się o jutro, bo dzień jutrzejszy zatroszczy się o siebie. Każdy dzień ma dosyć swoich kłopotów” (Mt 6,34). Dajmy sobie i czasowi czas. Niektórzy dodają: ale do czasu? To znaczy najlepiej: DO JUTRA? A co zrobić RANO? Wersja krótsza (dla tych, którzy są już zmęczeni tekstem… no i trzeba wrócić do „zapętlonej playlisty Koronawirus COVID-19”): więc RANO trzeba przede wszystkim „ODPIEPRZYĆ SIĘ OD SIEBIE”. To wersja krótsza – wg. profesora Wiktora Osiatyńskiego. Wersja dłuższa (dla tych, którzy wyłączyli TV i mają jeszcze chwilkę): „Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i o swoje własne uczucia. Poświęcać się temu, co sprawia przyjemność. Ja zapisuję rano, co mam zrobić. A chwilę potem skreślam połowę. To bardzo ważne, by siebie samego nie nastawiać na dzień czy na całe życie tak ambitnie, że niepowodzenie będzie nieuniknione. Jeśli człowiek chce za dużo osiągnąć, zaplanować, zrealizować, to jest stale z siebie niezadowolony. A może po to, by być z siebie zadowolonym, wystarczy robić rzeczy które są potrzebne, godziwe, warte, dobre, bez wymagania od siebie więcej, niż można osiągnąć” (prof. W. Osiatyński)
Wielu z Was zna ją z serialu „Na wspólnej”. Inni z programu „Rytm Miasta” emitowanego w TVN Warszawa, jeszcze inni z Kampanii Pisania Piórem. My Aleksandrę Mikołajczyk znamy od strony bardziej biznesowej – jako CEO Moon Media – firmy produkującej spoty reklamowe i filmy wizerunkowe. Daria Jesteś właścicielką firmy Moon Media. Czym dokładnie się zajmujesz? Aleksandra Mikołajczyk: Moja firma zajmuje się produkcją video do internetu i telewizji tradycyjnej – przygotowujemy prezentacje firm, wywiady, animacje, testy różnych sprzętów i aplikacji. Nasza praca w dużej mierze opiera się na internecie, dlatego to tu przede wszystkim się promujemy. Obecnie współpracujemy z wieloma portalami, za pośrednictwem których prezentujemy swoje prace. Moon Media krok po kroku buduje swoją markę i pozycję w sieci. Nie jest to łatwe - w Internecie panuje przecież straszna konkurencja? Oczywiście – jest masa stron internetowych poświęconych technologiom i biznesowi. Wierzę jednak, że to, co ja oferuję jest bezkonkurencyjne (uśmiech). Obecnie w ramach Moon Media prowadzę dwie telewizje internetowe. Pierwsza to która powstała z mojej fascynacji biznesem. Nie ukończyłam żadnych studiów ekonomicznych, kierunkowych, związanych z biznesem, ale nie ukrywam, że zawsze inspirowali, ciekawili i imponowali mi ludzie, którzy stworzyli coś z niczego. Mieli pomysł, w który niewielu wierzyło, mieli wiarę, że się uda i tak się stało. Mam wielki szacunek do nich, szczególnie gdy za pasją idzie sukces komercyjny. Druga telewizja internetowa to wynik ciągle rozwijającego się mojego zainteresowania nowymi technologiami i kolejnymi modelami smartfonów. Mam bardzo młody zespół – głównie są to mężczyźni i to w dużej mierze oni natchnęli mnie do tego projektu. – bo taka jest nazwa projektu – to telewizja skupiona przede wszystkim na videotestach telefonów komórkowych. Olu wiem, że pracujesz także nad kolejnymi projektami. Możesz już zdradzić czego będą one dotyczyły? Myślę, że tak. Smart Raport – to kontynuacja naszych działań związanych z nowymi technologiami. W związku z tym, że od kilku lat testujemy telefony komórkowe, smartfony, tablety, kilka razy w roku będziemy przygotowywać raport podsumowujący opinie internautów na temat wybranych popularnych modeli telefonów. Już teraz dostępna jest najnowsza druga edycja raportu na stronie Moim najnowszym pomysłem jest też projekt o tajemniczej nazwie… Smart Girl, który pośrednio dotyczył będzie nowych technologii. Nie chcę zdradzić zbyt wiele, ale mogę powiedzieć, że świat blogosfery i vlogosfery o mnie usłyszy (śmiech). W Moon Media zajmujecie się dość specjalistycznymi tematami - musisz mieć wielu fachowców w firmie... Do firmy zatrudniłam przede wszystkich młodych ludzi, którzy chętnie i szybko się uczą. Twój team to głównie mężczyźni? Tak. W Moon Media pracują dwie panie i dziesięciu mężczyzn. To wynika z branży, w jakiej działamy. Zarządzasz kilkunastoma pracownikami – jaką jesteś szefową? Trudną. Jestem emocjonalną osobą, więc czasami nerwy mi puszczają. Wiem, że powinnam je trzymać na wodzy jak profesjonalny manager, niestety... czasem do głosu dochodzi moja emocjonalna aktorska natura. Jestem jednak bardzo wyrozumiała, może czasem za bardzo. Na pewno nie jestem typem szefa, który siedzi i wiecznie wymaga od wszystkich z wyjątkiem siebie. Zarządzania uczę się każdego dnia. Firmę Moon Media prowadzę dopiero od 3 lat, więc mam nadzieję, że pewne niedociągnięcia mogą mi być wybaczone. Olu, mówiąc o swoich projektach i firmie cały czas wypowiadasz się w liczbie mnogiej – my. Tak, bo mnóstwo osób mi w tym pomaga. Ja jestem taką głową przedsięwzięcia. Gdyby nie zaangażowanie innych ludzi, nigdy bym nie dała rady. To jest projekt dodatkowy, prowadzony poza moją artystyczną pracą, coś, co chcę dać od siebie. Gdyby nie wsparcie moich współpracowników, uwierz - nie dałabym rady. Z zawodu jesteś aktorką – co skłoniło Cię do założenia firmy? Każdy z nas jest kowalem własnego losu, a nie ma co ukrywać – w aktorstwie różnie bywa i nie jest to zawód zapewniający finansową stabilizację. Wielu aktorów prowadzi niezależną, nie związaną z zawodem działalność. Moon Media to dla mnie taka druga noga biznesowa - zabezpieczenie się na przyszłość. We własnym biznesie nie jesteś, tak jak w aktorstwie, często osobą do wynajęcia, która kreuje pewną rolę. Poza tym jestem zodiakalnym Bliźniakiem, więc w mojej naturze jest smakowanie wielu rzeczy w życiu. Aktorka, konferansjer, właścicielka firmy – jak godzisz te funkcje? Pomyślałby kto, że jestem człowiekiem orkiestrą, jednak tak nie jest – ja po prostu mam świetną orkiestrę w firmie (uśmiech). Uwierz – mam wokół siebie naprawdę fajnych ludzi, a jak wiesz to podstawa każdego sukcesu. Są zaangażowani, im naprawdę chce się tworzyć nowe rzeczy. Po 3 latach prowadzenia działalności mogę stwierdzić, że jesteśmy jak włoska rodzina. Oczywiście nie zawsze jest różowo i czasem się sprzeczamy. Jestem naprawdę wymagającym szefem – pewnie dlatego, że tak dużo robię. Z drugiej strony wiem, że moje zaangażowanie motywuje innych. Nie jestem typem szefa, który siedzi i wiecznie wymaga od wszystkich a nie od siebie. Firmę prowadzisz od 3 lat – aktorstwo Ci nie wystarcza? Tak jak wspominałam - Moon Media - to taka druga noga zawodowa. Jestem kowalem własnego losu, dlatego nie chcę być wyłącznie postrzegana jako osoba do wynajęcia. Wielu aktorów prowadzi swoją działalność, a z tego względu, że potrafię z każdej dziedziny czerpać przyjemność, postanowiłam zająć się nie tylko aktorstwem. Ponownie potwierdza się mój charakter - to, że smakuję tylu rzeczy jest związane z moim znakiem zodiaku. Bliźniaki zawsze są ciekawe życia. Jesteś i aktorką i prezesem i prezenterką – z którą funkcją najbardziej się identyfikujesz? Wbrew pozorom wszystkie te funkcje się dość mocno zazębiają. Nie umiałabym jednoznacznie stwierdzić, że jestem bardziej jedną z nich. Aktorstwo wykorzystuję w biznesie i odwrotnie - pewne cechy człowieka biznesu pomagają mi w aktorstwie. Chcę zwrócić uwagę, że w Stanach Zjednoczonych generalnie aktorstwo to także biznes. W Polsce z kolei wielu aktorów ma tą drugą nogę zarobkową: Tomek Karolak, Piotr Adamczyk, Borys Szyc... Musimy myśleć buforowo. Z jednej strony aktorstwo, a z drugiej biznes, co daje nam pewien komfort, że panujemy nad swoim życiem, a nie czekamy na kolejne castingi. Aktorstwo to praca dla kogoś, kto lubi mieć narzucane role a Ty chyba wolisz sama sobą zarządzać? To prawda. Chociaż na planie zdjęciowym wolę być zarządzana. Świetnym przykładem jest tworzenie filmów w ramach Moon Media, podczas których to ja testuję produkty. Wtedy, mimo że jestem właścicielką firmy, nie ja rządzę – tylko moi pracownicy, którzy zza obiektywu kamery kierują mną. Od kilku lat prowadzisz Konkurs Ładnego Pisania. Piszesz piórem czy wolisz długopis? Bezwzględnie piórem. Dla mnie pióro to takie prestiżowe narzędzie. Inaczej się nim pisze niż długopisem. Długopis jest twardy, nie ma tej miękkości. Przy piórze ręka zupełnie inaczej pracuje. I nie mówię tego z tego względu, że współpracuję z Kampanią Pisania Piórem. Dołączyłam do niej właśnie ze względu na moje osobiste przekonania. Jaką markę piór używasz? Wiesz co – raczej nie przywiązuję większej wagi do marek, ale zapewne nie zdziwi Cię fakt, że piszę po prostu dobrym i prestiżowym piórem (uśmiech). Czyli marki nie są dla Ciebie wyznacznikiem zakupu? W przypadku pióra bardziej bym powiedziała, że to do niego a nie marki się przywiązałam. Poza tym, skoro o piórze mówimy - nigdy go nie pożyczam (uśmiech). To taki mój przesąd - męża i pióra się nie pożycza i trzymam się tego całe życie. Oczywiście moje zachowanie wynika bardziej z faktu, że każde pióro dostosowuje się do stylu pisania właściciela i jego ręki, aniżeli z zabobonu. Raz w życiu pożyczyłam moje pióro i niestety potem nie pisało ono już tak, jak wcześniej. Zawsze byłaś prowadzącą Kampanię Pisania Piórem. Twarzami zostają jednak zawsze osoby kojarzone z showbiznesem - czemu Ty nie zostałaś ambasadorem akcji? Nie mogę się wszystkim zajmować (uśmiech). Jak wiesz - teraz jestem głównym organizatorem kampanii, więc połączenie tych dwóch funkcji byłoby trudne. Idealnie realizuję się w roli gospodarza, a jako aktorka, znająca wiele osób z pierwszych stron gazet, chętnie wprowadzam nowe, znane twarze do kampanii. Olu – od początku chciałaś zostać aktorką. Skąd wzięła się Twoja chęć grania na scenie? Historię tą opowiadała mi moja mama – ja niestety tego nie pamiętam. Byłam z nią pewnego dnia na spektaklu „Skrzypek na dachu” Jerzego Gruzy w Teatrze Muzycznych w Gdyni. Miałam wtedy 6 lat. Spektakl oczywiście fantastycznie wyreżyserowany, z cudowną obsadą, idealne libretto i wtedy powiedziałam mojej mamie: - Mamo ja tu kiedyś wystąpię :). I tak się stało. Muszę Ci zdradzić, że w życiu mam tak, że jak coś powiem to tak się musi stać. Czyli parafrazując - słowo się rzekło kobyła u płotu... Coś w tym jest – jak już coś powiem – to to się po prostu spełnia – czy chcę tego czy nie. Oczywiście nie od razu. Zanim trafiłam na wspomnianą scenę musiało upłynąć trochę czasu, ale „zabawę” w aktorstwo i tak zaczęłam dość szybko. Już jako kilkunastolatka grałam w grupie teatralnej Junior, która działała przy Teatrze Muzycznym w Gdyni, potem w przedstawieniu „Jesus Christ Superstar”. Ale uwaga – nie wszyscy z naszej grupy teatralnej zostali aktorami. Tylko kilka osób poszły tą ścieżką. Dziś wiem, że to był dobry wybór. Teatr i gra na scenie to mój żywioł. Mój charakter pomaga mi w tym, więc można stwierdzić, że aktorstwo w moim przypadku to naturalna kolej rzeczy. Aby występować na scenie przed publicznością trzeba mieć odwagę. Masz ją? Bez przesady - przecież nie widzisz widzów w teatrze. Będąc na scenie w świetle reflektorów możesz dojrzeć dwa, trzy pierwsze rzędy i to wszystko. Nie wiem czy wiesz – w savoir vivre aktorskim funkcjonuje zasada, że jak idzie się na spektakl swojego kolegi to nie siada się nigdy z przodu, w pierwszych rzędach, właśnie dlatego, żeby nie zawstydzać aktora odgrywającego swoją rolę. To taka niepisana zasada. Ale faktycznie jestem odważną babką. Z tego co wiem to chciałabyś być damskim wcieleniem Jordan’a Belforst’a – głównego bohatera Wilka z Wall Street? (uśmiech) To prawda - bardzo podobały mi się przemówienia i to jak motywował ludzi. Podziwiam jego pasję i to, jak całym sobą wykonywał swoją pracę. On wierzył w swój sukces. Pytanie - czy działał etycznie? Na pewno nie! Czy to, co robił było dobre? Dla niego tak. Czy dał coś innym? Tak. Potrafił zapalić ludzi do działania, chociaż dość często robił to przez pryzmat własnych korzyści i na granicy prawa. Czy sądzisz, że posiadasz jego cechy? Na pewno mam zapał do pracy. Jeżeli się czegoś podejmuję - robię to całym sercem. I nie jest to robione dla przysłowiowego lansu, jak to często w świecie bywa... Gdy wspieram akcję – to faktycznie udzielam się w niej osobiście. Ja to robię też dla siebie. Muszę mieć wiedzę o akcji, chcę ją czuć. Gdy decyduję się na współpracę to muszę czuć produkt, przedsięwzięcie i widzieć jego cel. Równie dużą przyjemność zawsze dawało mi np. bycie na Onkologii i rozmawianie z kobietami chorymi co pokazywanie się na ściance przed fotoreporterami i promowanie w ten sposób kampanii. Olu - jakie jest Twoje motto życiowe? Ono się zmienia – wcielam marzenia w życie. Nie ma rzeczy niemożliwych. Teraz - na pewno wiem, że trzeba być cierpliwym. Caęe życie na coś czekamy. Aktorstwo mnie tego nauczyło. Czekasz na castingi, czekasz na swoją rolę, czekasz na planie, kiedy będzie Twoja scena. Generalnie więcej w życiu czekasz niż grasz. Biznes też mnie nauczył cierpliwości. Jak chce się pewne rzeczy przyśpieszyć to nie zawsze to wychodzi na dobre. Jak to powiedziała Scarlett O’hara w „Przeminęło z wiatrem”: – Pomyśle o tym jutro. Człowiek wielokrotnie zbyt emocjonalnie podchodzi do pewnych rzeczy, a czasami trzeba odczekać – nabrać dystansu. Jak wygląda Twój dzień pracy. Wstaję o 8:00. Z reguły budzi mnie budzik. Odpisuję na tysiące maili. Potem są spotkania. Niestety nie jestem mistrzem zarządzania czasem. Kiedyś nawet uczestniczyłam w specjalnym kursie, który miał mi pomóc w lepszej organizacji – niestety szkolący mnie człowiek poległ. Doceniam dobrą organizację. Idzie mi to jednak z oporami. Olu – 2 czerwca miałaś swoje urodziny – czego mogę Ci życzyć? Żeby moja energia mi nigdy nie zginęła. Żebym spotykała na swojej drodze fajnych ludzi. Pozytywnych wariatów. Bo tylko dzięki nim można zrobić coraz lepsze rzeczy. Żebym nauczyła się super organizacji życia. Abym mogła jeszcze więcej rzeczy ogarnąć, spróbować, żebym miała ciagle pasję do działania. Tego więc Ci życzę z całym zespołem Rozmawiała Daria
„Teraz budując, zacznij od dymu z komina…” Najtrudniejsze przypadki ciężko chorych dzieci wpisują się w codzienność Marty, trzydziestoletniej pielęgniarki na oddziale kardiologii, burząc to, w co wierzyła, i odbierając jej poczucie równowagi. Miłość, przyjaźń, małżeństwo – te słowa nabierają dla Marty nowego znaczenia. Osoby, które spotka, będą dla niej swoistym drogowskazem i inspiracją do podjęcia zaskakujących decyzji. "Wstaję i powoli ruszam schodami na oddział. Wszystko jest jak zawsze. Świat się nie zatrzymał. Nikt nawet nie przejął się tym, co przed chwilą zaszło. Kolejny dzień pracy. Jak każdy od dziesięciu lat. Zaraz za portierką skręcam w pierwsze drzwi na prawo. Nie mam siły pokazać się którejś z dziewczyn. Nie chcę zobaczyć w ich oczach, że to nie ma znaczenia, że nie wolno dać się ponieść emocjom. Nasze motto. Inaczej nie mogłabym tu pracować. Co zatem zdarzyło się dziś? Czy to jest ten osławiony kryzys, przed którym ostrzega nas starszy personel? Uporządkuj myśli – przywołuję siebie. – Jesteś Scarlett O’Hara. Pomyślisz o tym jutro – oddech, odwrót i uśmiech numer trzy do małego pacjenta". "Znajomość kobiecej psychiki i umiejętność tworzenia intrygującej fabuły, budowanej z codziennych drobiazgów, czyni z tej powieści rodzaj gabinetu terapeuty, w którym autorka zajmuje się odbudową złamanych serc. Toteż czyta się tę książkę niczym wartką powieść detektywistyczną, z tą różnicą, że nie chodzi o to, kto zabił, a kto ocalał". Tomasz Miłkowski, krytyk, publicysta i dziennikarz "To się czyta! Mimo trudnych tematów, które porusza autorka. Dobrze skonstruowana fabuła trzyma w napięciu, a historia „wzięta z życia” wykracza poza banał". Justyna Hofman - Wiśniewska, dziennikarka, publicysta, krytyk teatralny "Barwny język, zaskakujące zwroty akcji, umiejętność budowania nastroju, operowania kolorem, postaci aż za prawdziwe, czasem irytujące naiwnością, czasem rozbrajające gestem, czasem dające cień szansy na uśmiech, czasem porażające bezradnością, czasem walczące wbrew rozsądkowi...Poczytajcie, polecam...". Dobrochna Kędzierska, dziennikarka i publicystka
scarlett o hara pomyślę o tym jutro